 |
Drodzy Paneliści!
Z przyjemnością oddajemy w Wasze ręce październikowy numer Biuletynu Panelu Badawczego Twój Punkt Widzenia. W dziale „Taki jest świat" będziecie mogli przeczytać o „jesiennych klimatach" - ciepłych kapciach, aromatycznych przetworach, czekoladzie i ich historii. Zajrzyjcie też do rubryki „Czy wiesz, że...", gdzie opisujemy historię pierwszego sztucznego satelity. Mamy nadzieję, że ciekawym uzupełnieniem całości będzie dla Was nasza tradycyjna zabawa - „Prawda czy fałsz". Mimo tego, że dzień staje się coraz krótszy, a pogoda coraz gorsza, mamy nadzieję, że nie będziecie, drodzy Paneliści, tracić dobrego humoru!
Taki jest świat - Jesień, jak to tak?
„Pociemniało, poszarzało - jesień, jak to tak?" - śpiewał Marek Grechuta. Jesień astronomiczna zaczęła się 23 września, kiedy noc trwała dokładnie tyle samo, co dzień. Od tego dnia noc staje się coraz dłuższa - i trwa to aż do 22 grudnia, kiedy zacznie się astronomiczna zima. Nie są to jednak jedyne daty wyznaczające trwanie jesieni. Oprócz tego w Europie, Ameryce Północnej i Azji jest szereg innych, zwyczajowych przedziałów trwania tej pory roku. Na przykład w Irlandii, zgodnie ze starożytnym kalendarzem celtyckim, jesień trwa od sierpnia do listopada. Podobnie we wschodniej Azji, gdzie wynika to z podziału pór roku według tradycyjnych kalendarzy słonecznych albo księżycowo-słonecznych. Na przykład według chińskiego kalendarza słonecznego jesień trwa od 8 sierpnia do 7 listopada. Z kolei w Stanach Zjednoczonych zwyczajowo przyjmuje się, że jesień rozpoczyna się dzień po Labor Day, czyli po Dniu Pracy, który obchodzony jest zawsze w pierwszy poniedziałek września i trwa do Święta Dziękczynienia, obchodzonego pod koniec listopada. W naszej kulturze jesień kojarzona jest z melancholią i przemijaniem. Mamy nadzieję, drodzy Paneliści, że nie pozwolicie, by dopadło Was przeziębienie czy zły humor. Dlatego proponujemy Wam w tym numerze Biuletynu opowieść o wszystkim, czego potrzebujemy, by jesień nie dała się nam we znaki. Kominek i kapcie Dyktatorzy mody obwieścili, że w tym roku modne są... kapcie. Te, które na wybiegach zyskały popularność w tym roku są inspirowane może nie bamboszami z "barankiem", ale raczej eleganckimi pantoflami zaprojektowanymi niegdyś dla księcia Alberta, męża królowej Wiktorii, by mógł on wygodnie - lecz i szykownie - przechadzać się po pałacu Buckingham. Uszyte były z jedwabnego weluru i ocieplone pikowaniem, a na wierzchu złotą nitką wyhaftowany był jego herb. Dziś "slippersy" wróciły na salony i hollywoodzkie gwiazdy filmu bywają w nich na przyjęciach. Możemy traktować to z pobłażaniem, ale wiele osób przyzna, że ciepłe, miękkie kapcie bardzo się nam kojarzą z jesienią. Podobnie jak siedzenie przed kominkiem... Wygrzewanie się w kapciach przed kominkiem, choć tak - wydawałoby się - odległe, nie odróżnia nas od człowieka pierwotnego. Opanowanie przez naszych prehistorycznych przodków sztuki rozpalania ognia i odpowiedniego obchodzenia się z nim umożliwiło im włączenie do jadłospisu mięsa i spowodowało, że homo erectus pożegnał się ze swoją australopitecką przeszłością. Sama myśl o płonącym ognisku napełnia nas poczuciem bezpieczeństwa. Także dziś potrzebujemy ognia, gdy znajdziemy się na odludziu, bo ten zapewnia nie tylko ciepło i światło, ale i bezpieczne dla zdrowia pożywienie i wodę, suche ubranie, ochronę przed dzikimi zwierzętami i ewentualny sygnał dla poszukujących nas przyjaciół. Obuwie to jeden z przedmiotów towarzyszących ludziom niemalże od zawsze i prawdopodobne jest, że był to jeden z pierwszych wynalazków będących dziełem naszych prymitywnych przodków. Buty znaleziono na najstarszym jak dotąd z naszych odnalezionych bliskich praprzodków - zmumifikowanym w lodowcu Ötzim, który żył w południowych Alpach około 3300 lat p.n.e. Takie neolityczne buty były zszyte z niedźwiedziej skóry i sznurkowej siatki, a wypełnione były sianem. Gdy klimat na półkuli północnej ocieplił się i powstały pierwsze wielkie cywilizacje buty nie musiały już człowieka chronić przed zimnem i lodem. W starożytnym Egipcie popularne sandały pleciono z liści palmowych, z których najpierw odpowiednio preparowano włókna, a potem farbowano je na czerwono i żółto. Takie obuwie odkryto m.in. w Achimim i Antinoe w środkowym Egipicie i pochodzą one z XV-IX wieku p.n.e. Co więcej, archeolodzy odkryli tam także domowe pantofle, które przysługiwały jedynie mężczyznom (!) i były bogato zdobione. Zdarzało się, że także i na gorącej pustyni przydawały się... ciepłe skarpetki, które wykonywano z nici konopnych, ponieważ w nocy temperatura może spaść nawet o kilkadziesiąt stopni, a w skrajnych przypadkach mogą zdarzyć się opady śniegu, jak w 1979 roku w południowej Algierii. Przenieśmy się do starożytnej Grecji. O ile aktorzy greccy chodzili po scenie w koturnach, a chłopi używali na co dzień prostych butów formowanych na mokro z kawałka wyprawionej skóry tak, by dopasować je jak najlepiej do kształtu stopy, o tyle podróżni i myśliwi mieli najczęściej wysokie skórzane obuwie do kolan, których cholewy najczęściej były wyłożone futrem. Cholewy, konieczne zwłaszcza w chłodniejszym klimacie, były znakiem rozpoznawczym butów plemion germańskich, które najeżdżały Europę od III do VI wieku. Sięgały do połowy łydki i miały szczelne sznurowanie już nie wokół nogi, ale tylko przewiązywany przód. Po wielu wiekach buty podobne do tych, w których chodzili Goci, Wandalowie czy Sasi, stały się krzykiem mody na dworze Ludwika XIII we Francji i noszono je nawet na bale. Widzimy zatem, że jeśli chodzi o okrycie stóp, dzisiejsi producenci obuwia wiele zawdzięczają naszym starożytnym przodkom i właściwie od tamtego czasu forma obuwia noszonego w czasie jesieni i zimy oraz w domu nie uległa wcale dużej zmianie. Do szczęścia w domowych pieleszach potrzebujemy jeszcze ciepłego swetra. Ta część naszej garderoby była wytwarzana pierwotnie przez gaelickich rybaków z wysp Aran u zachodnich wybrzeży Irlandii i nawet w dzisiejszych czasach te tradycyjne okrycia są źródłem dochodów dla części tamtejszej ludności. Łowienie ryb, silne wiatry, ulewy i fale - nic dziwnego, że tamtejszym mieszkańcom tak potrzebne były grube pullovery. Robienie na drutach towarzyszy mieszkańcom wysp od XVII wieku, ale wielu mieszkańców twierdzi, że to rzemiosło to kontynuacja tradycji średniowiecznej. Zgodnie ze zwyczajem, gdy młody rybak zaczyna zalecać się do dziewczyny, ta dzierga mu sweter w tradycyjne wzory, przedstawiające jeżyny, mchy, szczypce homarów, plaster miodu, warkoczyk, czy drzewo życia. Gdy mężczyzna przyjmie prezent i podoba mu się wykonanie oznacza to, że wkrótce nastąpią zaręczyny, a w dniu wesela pan młody zakłada go. Taki tradycyjny sweter jest zrobiony z naturalnej, beżowej wełny i ma kształt zbliżony do kwadratu, z nieco przykrótkimi rękawami - by ich nie moczyć pracując na morzu. Mówimy tu oczywiście o takich swetrach, jakie znamy współcześnie, nie mówiąc już o tym, że nić z wełny owiec weszła do historii 4 tysiące lat temu za sprawą Babilończyków. Wiele jednak wskazuje na to, że początki wełny są dużo wcześniejsze. Dość zaawansowane neolityczne warsztaty tkackie sprzed około 6 tysięcy lat, w których z wykonanej tkaniny produkowano odzież i wełnianą, i lnianą odkryto na Półwyspie Bałkańskim, na terenie dzisiejszej Rumunii i południowej Serbii. Kulturę tę nazwano kulturą Vinča. Domy w tej kulturze były już dość „nowoczesne" - były czworokątne, budowano je skośnie, skierowane do północy wzdłuż krzyżujących się ulic, miały dwuspadowe dachy. W środku znajdował się piec lub palenisko... Babcina konfitura i inne jesienne specjały Z jesienią kojarzy się nam także korzystanie ze wszelkich smakowitych dobrodziejstw lata, jakie nasze babcie przygotowywały do spożywania w chłodnych porach roku. Mowa tu o wszelkich przetworach. By prześledzić historię obuwia, także tego domowego, konieczna była wyprawa w czasie, aż do najdawniejszych kultur. Nie inaczej jest z konfiturami. Pierwsze były przyrządzane w starożytnych Atenach. Owoce gotowano pierwotnie w miodzie - tak prosta była receptura tego przysmaku. Słodkie przetwory owocowe były także obowiązkowym dodatkiem rzymskich uczt czasów Petroniusza, ale po najazdach barbarzyńców zostały niemal zupełnie zapomniane, choć wzmianki o konfiturach i galaretkach z pigwy, róży, jabłek, gruszek i śliwek znajdziemy w Księdze ceremonii bizantyjskiego cesarza Konstantyna VII Porfirogenety z IX wieku. Z kolei przyprawy takie jak goździki, imbir, ziarna anyżu czy jałowca gotowano w średniowieczu w syropie cukrowym aż do momentu, kiedy powstawał karmel i uzyskiwano słodycze przypominające współczesne cukierki, a dodatkowo wierzono w ich właściwości zdrowotne, co nie było bezpodstawne. Takie cukierki miały zapobiegać dolegliwościom przewodu pokarmowego spowodowane zjedzeniem nieświeżych lub źle doprawionych dań. Konfitury w postaci zbliżonej do tej, jaką znamy dzisiaj były popularne na dworze Walezjuszy, a w 1555 ukazała się w Prowansji broszura o sposobie ich przyrządzania, wydana przez maga Michela de Notre-Dame, znanego nam pod imieniem Nostradamus. Katarzyna Medycejska darzyła wielką sympatią tak magów, jak i konfitury, a Nostradamus z wielką wprawą adaptował przepisy z Dalekiego Wschodu do gustów francuskiego podniebienia. Małe gustowne słoiczki z konfiturami były także bardzo popularnym prezentem. We Francji często nakładano je do kryształowych naczyń i dawano... sędziom w formie podziękowań po zakończonym procesie. Dopiero w 1790 roku Stany Generalne położyły kres tej praktyce. W naszej części kontynentu najbardziej typowe były powidła śliwkowe z węgierek. Nazwa „powidło" ma pochodzenie słowiańskie i pojawia się już w XIV wieku w słowniku Bartoloměja z Chlumic. Czekolada na „słabości" Od kiedy tylko Majowie zaczęli uprawiać kakaowce - a było to w IV wieku n.e. - wykorzystywali napój czekoladowy w celach leczniczych. Co ciekawe, kakao polecano zarówno jako środek pobudzający, jak i... uspokajający. Aztekowie z kolei stosowali mieszankę z kakao i kości przodków jako lek na biegunkę. Może to zastosowanie nie przekonywało hiszpańskich kolonizatorów, ale i oni mieli świadomość uzdrawiających właściwości czekoladowego napoju, który miał według nich leczyć przypadłości żołądkowe i katar. W XVI wieku, kiedy czekolada przybyła do Europy na statkach powracających z Ameryki Środkowej, medycyna na naszym kontynencie była jeszcze w powijakach. Najpierw była serwowana na dworze królów hiszpańskich. Wiele teorii medycznych opartych było na pojęciach "zimnych" i "gorących humorów", czyli energii organizmu. Jeśli "humory" nie były zrównoważone, mogły spowodować chorobę. Hiszpanie zaliczali czekoladę do substancji "zimnych" i aby zneutralizować tę właściwość, podawali ją na gorąco, doprawiając ją dodatkowo ostrymi przyprawami, na przykład papryczką. W XVII wieku nadworny lekarz króla Anglii Henry Stubbe udał się do Indii Wschodnich w celu dokładnego zbadania działania czekolady. Po powrocie opublikował wyniki swojego dochodzenia pod tytułem The Indian Nectar - jego stosunek do tego napoju był wręcz entuzjastyczny, z tym tylko zastrzeżeniem, że dodawanie do niej zbyt dużej ilości cukru może być niekorzystne. Wielu lekarzy siedemnastego stulecia było zgodnych w zachwytach nad właściwościami tego wspaniałego płynu i przepisywali filiżankę ciepłego specjału na dobre trawienie, dla higieny jamy ustnej i dróg oddechowych, jako lek na gruźlicę i... na zawody miłosne. Do końca XIX wieku czekolada rozprzestrzeniła się znacznie i zawitała do szpitali, sanatoriów, marynarki wojennej, wojska i różnych instytucji publicznych. Można ją było kupić w licznych aptekach w całej Europie w postaci drażetek. Choć dziś wiele spośród cudownych właściwości napoju czekoladowego zdezawuowano i nadmierne spożywanie czekolady uznaje się za niedobre dla zdrowia, nikt nie wątpi w jej właściwości odżywcze, a także w to, że zawarte w niej żelazo i niewielkie ilości kofeiny mogą przyczyniać się do lepszego pobudzania mózgu. ...i coś na rozgrzewkę W zimny i ciemny jesienny wieczór możemy zafundować sobie także inną „kurację". Hipokratesem nazywano pierwsze nalewki, ponieważ ojciec medycyny był ich pierwszym twórcą. Takie lekarstwa były mieszanką wina, miodu i przypraw. Z kolei arabscy alchemicy w VIII wieku otrzymali pierwszy w historii bimber. Po doprawieniu go ziołami i miodem rozpowszechniali go jako aqua vitae. Mimo tego, że receptura tego trunku była ściśle strzeżona, jej tajemnica przedostała się do Europy i w XIII wieku została opisana przez Arnauda de Villeneuve'a. Alkoholowe nalewki zaczęto przepisywać chorym gdy odkryto, że alkohol wzmacnia działanie wielu ziół. Co ciekawe, dopiero w XVI wieku we Włoszech powstała pierwsza nalewka przeznaczona nie do leczenia, a do zwyczajnej konsumpcji. Było to rosoglio, czyli spirytus z olejkiem różanym (w Polsce znany jako rosolis, który podawano chorym dzieciom po łyżeczce jeszcze w latach 50. XX wieku). Innym słynnym trunkiem była nalewka zwana charteuse, produkowana w opactwie pod tą samą nazwą oraz Benedyktynka, pochodząca z kolei z Normandii. W szybkim tempie nalewki i słodkie likiery rozprzestrzeniły się po Europie. Do Polski dotarły prawdopodobnie wraz z Henrykiem Walezym, czyli pod koniec XVI wieku. Choć wydaje się, że wódka produkowana i spożywana była na terenie Polski od zawsze, w istocie ona także dotarła do naszego kraju właśnie w tych czasach prawdopodobnie z Francji lub Niemiec. Inna teoria mówi, że już w XIV stuleciu mnisi na terenie Polski przygotowywali pierwsze receptury trunku na bazie spirytusu i świeżych lub suszonych owoców, ziół oraz przypraw korzennych. Tradycyjnym polskim napojem z czasów Walezego jest krupnik, który ma w swoim składzie miód pszczeli, przyprawy korzenne i składniki ziołowe. Nazwa pochodzi od litewskiego napitku krupnikas, który był mniej słodki i miał mniej korzennego aromatu. W apteczce każdego polskiego dworu stało kilka rodzajów nalewek, a ich receptury przekazywano sobie z pokolenia na pokolenie, często dopiero poprzez zapis w testamencie. W naszej kulturze z przygotowywaniem nalewek wiąże się szereg zwyczajów, na przykład nastawia się nalewkę z okazji narodzin dziecka, a spożywa się ją podczas jego wesela. Żenicha kresowa przygotowywana była zgodnie z tradycją z owoców dzikiej róży zbieranych przez młode panny na wydaniu, a gąsiorki z nią widoczne w oknie domu były wyraźnym znakiem dla kawalerów, że mogą przyjeżdżać w konkury. Jeśli chłopak był w domu witany przychylnie, wówczas częstowano go taką nalewką. W medycynie ludowej np. malinówka czy jałowcówka są zalecane na przeziębienia, a anyżówka albo orzechówka - na problemy z żołądkiem. Osobliwością jest nalewka... czosnkowa, która miała wspomagać słaby układ krążenia i odporności. Choć dziś kwestionuje się właściwości lecznice tradycyjnych nalewek czy czekolady, wiemy przecież, jak bardzo takie małe co nieco może nam poprawić nastrój w ponury jesienny wieczór. Jeszcze odrobina domowej konfitury, ciepły babciny sweter i kapcie oraz widok ognia - i mamy pewność, drodzy Paneliści, że nic złego tej jesieni się nie przydarzy!
Zaproś znajomych!
Lubisz dzielić się z nami swoimi opiniami, a lektura naszego Biuletynu sprawia Ci przyjemność? Zaproś swoich znajomych do naszego Panelu. Teraz również Twoi znajomi będą mogli zbierać punkty i zdobywać nagrody pieniężne za uczestnictwo w naszych badaniach. Link do rejestracji znajduje się tutaj: https://ankieta-online.pl/CINT_invitation/p/m-standalone/src-frb1010 Jednocześnie przypominamy, że jeśli jeszcze nie zbierasz punktów za wypełniane ankiety, w każdej chwili możesz to zmienić! Zaktualizuj swoje dane i pozwól nam nagradzać Cię za Twoje zaangażowane. Link: https://ankieta-online.pl/CINT_invitation/p/m-standalone/t-update/src-frba1010 A w razie jakichkolwiek wątpliwości lub pytań jesteśmy do Waszej dyspozycji. Wystarczy wysłać maila na adres pomoc@opinie.pl.
|
 |
 |
W Newsletterze:
Prawda czy fałsz - pytania
1. Wilegiatura to urlop, jaki dostawał żołnierz w starożytnym Rzymie. 2. Charlie Chaplin jako dziecko uczęszczał przez jakiś czas do szkoły dla sierot i ubogich. 3. Caryca Katarzyna urodziła się w 1729 roku w Berdyczowie i wywodziła się z rodu Radziwiłłów. 4. Łokieć sumeryjski mierzy 51,72 cm i jest najstarszą znaną standardową jednostką miar. 5. Węgorz europejski osiąga dojrzałość płciową już około 4 miesiące po urodzeniu.
Czy wiesz, że...
...Sputnik 1, co po rosyjsku oznacza towarzysz podróży, był pierwszym sztucznym satelitą Ziemi i został wystrzelony przez naukowców z ZSRR 4 października 1957 roku? Ponieważ ZSRR rozpropagowało swoje osiągnięcie - przede wszystkim dlatego, że radzieckim inżynierom udało się wyprzedzić naukowców amerykańskich - losy Sputnika śledziły miliony ludzi na całym świecie. Wiązało się to z ciekawością, ponieważ niewiele osób mogło sobie wyobrazić, czym jest sztuczny satelita, ale także z obawą, gdyż spodziewano się, że Sputnik może przewozić broń lub narzędzia szpiegowskie. Co ciekawe, ze względu na naciski polityczne na jak najszybszy termin wystrzelenia satelity maszyna, która znalazła się na orbicie okołoziemskiej to mniejsza i prostsza kopia właściwego Sputnika. Sputnika 1 budowano chaotycznie, bez planu i szczegółowych wytycznych. Szef radzieckiego biura kosmicznego Kolorow osobiście nadzorował proces budowy. Sputnik 1, zanim spłonął w atmosferze, okrążył Ziemię 1400 razy i przebył w sumie około 60 milionów kilometrów. Choć było to przełomowe wydarzenie w dziejach kosmonautyki (a także zimnej wojny), mało kto zdaje sobie sprawę, że maszyna ta była wielkości... piłki plażowej o średnicy 58 cm, ważyła zaledwie 83,6 km, a znalezienie się na orbicie okołoziemskiej następowało po 98 minutach od wystrzelenia.
Prawda czy fałsz - odpowiedzi
1. Fałsz. Wilegiatura to słowo pochodzenia włoskiego, oznaczające pobyt letni w domu poza miastem. 2. Prawda. Trudna sytuacja finansowa matki po rozwodzie zmusiła wysłanie do takiej szkoły Charliego i jego brata. 3. Fałsz. Co prawda rok urodzenia Sophie Friederike Auguste zu Anhalt-Zerbs, znanej jako Katarzyna II zgadza się, ale urodziła się ona w Szczecinie w rodzinie niemieckich książąt. 4. Prawda. Miara ta powstała około 2 tysiące lat p.n.e. 5. Fałsz. Dla tego gatunku wiek osiągnięcia dojrzałości płciowej to minimum 10 lat, co sprawia, że ten gatunek jest zagrożony.
|
 |