Twój Punkt Widzenia Newsletter

54/2009

 
Twój Punkt Widzenia Newsletter

Drodzy Paneliści!

Trudno w to uwierzyć, ale trzy literki "www", wpisywane w przeglądarkach internetowych (i same przeglądarki!), mają już dwadzieścia lat. To skrót od określenia World Wide Web, najpopularniejszej usługi w Internecie. W dziale "Zakamarki sieci" dowiecie się przy tej okazji, czy pierwsza strona internetowa jeszcze działa. Zapraszamy też do lektury "Listów od Was", które nadchodzą po każdym z naszych Biuletynów na adres pomoc@opinie.pl. Na deser zaś proponujemy dział "Ci szaleni naukowcy", w którym opisujemy nowatorskie, choć nie zawsze poważne pomysły, które rodzą się w laboratoriach, jak i zabawę w "Prawdę czy fałsz". Miłej lektury!


Zakamarki sieci - Dwie dekady WWW

"Mgliste, ale ekscytujące" - taka była opinia jednego z szefów europejskiej organizacji badań jądrowych CERN o dokumencie autorstwa nieznanego szerzej pracownika, Tima Berners-Lee. Dokumencie, który miał przejść do historii i zrewolucjonizować Internet - opisywał koncepcję działania usługi World Wide Web. Trudno uwierzyć, ale od tego czasu minęło już dwadzieścia lat.

Trzy literki "www" w wielu adresach internetowych wpisujemy niemal mechanicznie, nie zastanawiając się nad ich znaczeniem. Tymczasem World Wide Web to usługa, która sprawiła, że sieć wygląda tak, jak obecnie: że po kliknięciu linku zostajemy przeniesieni na inną stronę, że oprócz tekstu możemy posługiwać się obrazkami i dźwiękami, a informacje przeglądamy za pośrednictwem przeglądarki internetowej. WWW to taki sposób zorganizowania informacji, by było nam je wygodnie czytać.

Kilka lat przed tym, jak został "ojcem WWW", Tim Berners-Lee dostrzegł zalety hiperłączy, czyli wiązania jednych informacji z innymi. Tę ideę wykorzystał w programie Enquire, służącym przechowywaniu informacji.  Program nigdy nie został opublikowany, ale dał podstawy przyszłej idei WWW.

Ośrodek badań jądrowych CERN, w którym pracował Berners-Lee, borykał się z problemem wymiany informacji. Potrzebował stworzenia sieci komputerowej, w której naukowcy CERN mogliby wymieniać się dokumentami i zapoznawać z pracami innych uczonych. Dziś komunikacja między osobami w jednej firmie nie jest żadnym problemem - są wszak wewnętrzne sieci zwane intranetem, komunikatory, programy pocztowe, czy też programy do zarządzania informacjami. Kiedyś jednak takich narzędzi nie było.

W marcu 1989 r. Berners-Lee zaniósł swojemu szefowi dokument pod tytułem "Information Management: a Proposal", w którym spisał pomysły na to, jak stworzyć efektywną sieć wymiany dokumentów. Pomysł rzeczywiście brzmiał mgliście. Chodziło o "sieć węzłów z dokumentami hipertekstowymi do przechowywania danych, możliwych do oglądania za pomocą stron hipertekstowych osiągalnych dzięki przeglądarkom, komunikującym się przez protokoły dostępu". Dziś, po dwudziestu latach, kiedy nie potrafimy sobie wyobrazić pracy i rozrywki bez WWW, takie określenia jak "przeglądarka" zna niemal każdy. Wtedy była to zupełna nowość, trudno się więc dziwić, że szef nie podszedł entuzjastycznie do tego dokumentu. Zezwolił jednak na kontynuowanie prac.

Tak naprawdę chodziło o to, co dziś znamy wszyscy: o strony WWW, które można było przeglądać za pomocą specjalnego programu (przeglądarki), używając metody "wskaż i kliknij".

Berners-Lee zabrał się do dzieła. Musiał stworzyć wszystko od początku: serwer, przeglądarkę i edytor hipertekstowy. Jeszcze przed końcem roku 1990 działał w sieci CERN pierwszy serwer WWW, obsługujący zaledwie kilka komputerów. W wewnętrznej sieci pojawiła się też pierwsza witryna WWW i pierwsza przeglądarka, nazwana właśnie "WorldWideWeb".

6 sierpnia 1991 strona http://info.cern.ch/ została upubliczniona w Internecie. Nadal jest czynna, a dziś znajdują się na niej informacje na temat komputera NeXT, za pomocą którego została stworzona.

Dalej poszło już szybko: wiosną 1991 r. pojawiła się pierwsza uniwersalna przeglądarka, mniej zaawansowana, ale za to szerzej dostępna. Dwa lata później istniało już 500 serwerów, a w 1994 r. - 10 tysięcy. Liczba użytkowników wynosiła 10 mln. Dziś mamy do wyboru kilkanaście przeglądarek, a serwer każdy może mieć w domu.


Listy od Was na adres: pomoc@opinie.pl

Dziękujemy za wszystkie listy. W niektórych uzupełniacie podawane przez nas informacje. Jeden z Panelistów pisze:

W Biuletynie 53/2009 zamieściliście państwo bardzo ważną informację odnośnie standaryzacji ładowarek do elektronicznych urządzeń przenośnych oraz tego, że w przyszłości prawdopodobnie pojawi się możliwość kupowania takich urządzeń bez ładowarki. Moim zdaniem we wzmiance zabrakło informacji, że z dwóch używanych obecnie standardów miniaturowych połączeń USB, został wybrany Micro-USB, a zastosowanie wtyczki tego typu nie ograniczy się wyłącznie do przekazywania danych, ale także do ładowania urządzeń. Umożliwi to np. ładowanie komórki od laptopa, co może okazać się bardzo przydatne podczas podróży z oboma urządzeniami. Z pewnością producenci urządzeń pozostawią nam do wyboru tryby połączenia, przez co będzie można zapobiec "pożyczce" prądu wtedy, kiedy sobie tego nie życzymy. (...)
Pozdrawiam!
Wasz wierny czytelnik

Dziękujemy bardzo za uzupełnienie informacji z poprzedniego biuletynu.  Pozdrawiamy serdecznie!

Jedna z Panelistek napisała kilka słów o chińskim murze, który wspominaliśmy w poprzednim wydaniu Biuletynu (53/2009) przy okazji opisu terakotowej armii z Xian:

Powstanie datuje się na VI wiek p.n.e. jako ziemny wał obronny przed sąsiadami (nie przed najazdem z zewnątrz). Pierwsi budowniczowie to północna dynastia Qi. Rozbudowywany w epoce Walczących Królestw (481-221 p.n.e.). Wały ziemne zaczęto umacniać kamieniami, budowano bramy i wieże. Najmłodszy budulec to granit i cegła. Mur nieustannie rozbudowywano i przebudowywano, zmieniło się też jego przeznaczenie. Ponad dwadzieścia feudalnych państw i cesarskich dynastii kontynuowało jego budowę. Za czasów dynastii Qin (221-206 p.n.e.) cesarz Shi Huangdi połączył dawne fortyfikacje, aby zabezpieczyć północną granicę imperium. Mur miał już wtedy 5000 kilometrów. Zyskiwał na długości za panowania kolejnych dynastii. Zbudowany przez dynastię Ming (1368-1644) był prawie nie do zdobycia. Obecna długość muru ok. 6000 kilometrów, szerokość 5-7 metrów, wysokość 5-17 metrów. Budowla biegnie przez góry, pustynię, urwiska i rzeki. Wielka atrakcja turystyczna. Fragment muru zwany Badaling, co znaczy "ten, który wiedzie we wszystkich kierunkach", pochodzący z dynastii Ming, znajdujący się 70 km na północny zachód od Pekinu, w roku 2005 odwiedziło prawie 4,5 mln turystów. Uważa się jednak tę budowlę za jeden z największych cmentarzy. Przy jego budowie straciło życie prawie milion robotników.

W Biuletynie napisaliśmy m.in., że to Pierwszy Cesarz Qin Shi Huang rozpoczął budowę Wielkiego Muru, tymczasem podjął on decyzję o połączeniu istniejących już fragmentów. Napisaliśmy to świadomie, używając jednak pewnego skrótu myślowego. Wszak tylko połączone fragmenty muru stanowią o jego wielkości. Rozrzuconych po kraju fragmentów fortyfikacji nikt nie nazwałby Wielkim Murem. Przepraszamy za to uogólnienie, dziękujemy i pozdrawiamy.

Kolejny list dotyczy pytania Panelistki z ubiegłego numeru. W redakcyjnej odpowiedzi na pytanie o wpływ muzyki na ludzi napisaliśmy: "Nietrudno wyobrazić sobie, jak szybka muzyka działa na przykład na kierowców". Oto odpowiedź innego z Panelistów:

Okazuje się, że nie jest to takie oczywiste. Słuchanie szybkiej muzyki podczas jazdy samochodem wcale nie musi wpływać na szybkość jazdy. Z tego co pamiętam, to kiedyś w znanym brytyjskim programie przeprowadzono eksperyment: dwóch facetów (jeden młody, drugi w średnim wieku) miało jechać samochodem z określoną, stałą prędkością. Nie wiedzieli jak szybko jadą, bo mieli zakryte prędkościomierze. Młody miał włączoną głośno szybką muzykę drum'n'bass, natomiast starszy słuchał spokojnej muzyki klasycznej. Ich zadanie polegało na rozpędzeniu się do określonej prędkości (nie pamiętam, chyba 60 czy 80 km/h), a następnie utrzymywanie tej stałej prędkości. W momencie, kiedy osiągali zadaną prędkość, dostawali sygnał dźwiękowy i od tego momentu mierzona była dokładnie ich prędkość. Oczywiście żaden z nich nie utrzymał dokładnie zadanej prędkości (to chyba niemożliwe), ale eksperyment przyniósł ciekawe wyniki. Co się okazało? Pan, który słuchał muzyki klasycznej przyspieszał, natomiast pan który słuchał szybkiej muzyki drum'n'bass lepiej utrzymywał stałą prędkość.

Eksperyment jest ciekawy, lecz na jego podstawie można byłoby wysnuć kilka fałszywych wniosków, na przykład o tym, że starsi kierowcy mają zaburzone poczucie prędkości. Z tego co wiemy, żaden naukowy ośrodek nie prowadził badań na temat wpływu muzyki na kierowców. A szkoda!

Jeszcze raz dziękujemy za wszystkie listy i serdecznie pozdrawiamy ich autorów!



W Newsletterze:

Zakamarki sieci - Dwie dekady WWW
Listy od Was na adres: pomoc@opinie.pl
Ci szaleni naukowcy - Sposób na kosmiczne śmieci

Prawda czy fałsz - pytania

1. Dwie trzecie użytkowników komputerów używa jednego hasła do zabezpieczania wszystkich usług.

2. Szwedzki rząd chce stworzyć serwis, w którym obywatele będą mogli ocenić pracę urzędów, szkół, komisariatów, szpitali i innych instytucji publicznych.

3. Domeny z rozszerzeniem .pl to 67 proc. wszystkich polskich domen.


Ci szaleni naukowcy - Sposób na kosmiczne śmieci

Kilka dni temu załoga Międzynarodowej Stacji Kosmicznej musiała na chwilę ewakuować się do statku Sojuz. Obok stacji z prędkością ok. 25 tys. km/h przelecieć miał bowiem niewielki, centymetrowej średnicy element, stanowiący wcześniej część pomocniczego silnika rakiety nośnej lub promu kosmicznego. Ten kosmiczny śmieć mógł poważnie uszkodzić stację. W kosmosie krąży wiele takich właśnie elementów. Rejestruje się te spośród nich, które mogą stanowić zagrożenie dla ludzi w kosmosie oraz te o wymiarach powyżej 10 centymetrów (jest ich ponad 13 tysięcy). Jak dotąd nie ma sposobu, by ściągnąć je z orbity.

Pomysł na rozwiązanie problemu kosmicznych śmieci mają konstruktorzy z Kraju Kwitnącej Wiśni. Opracowali oni robota-kamikadze, który miałby żelaznym uściskiem łapać części starych satelit i rakiet, a następnie w samobójczej misji kierować się w stronę atmosfery. W atmosferze spalałby się nie tylko kosmiczny śmieć, ale także sam robot. Według obliczeń japońskiej agencji kosmicznej, budowa jednego takiego urządzenia będzie kosztować ok. 400 mln jenów, czyli ok. 4 mln dolarów, ale chyba warto, zważając na wciąż zwiększające się  zagrożenie dla ludzi i przebiegu kosmicznych misji.


Prawda czy fałsz - odpowiedzi

1. Fałsz. Nie jest aż tak źle, choć nie jest też różowo. Jedna trzecia użytkowników komputerów - podała jedna z firm, produkujących programy antywirusowe - używa tego samego hasła dla wielu różnych usług. To znakomicie ułatwia zadanie cyberprzestępcom, bo zdobycie jednego hasła umożliwia zalogowanie się wszędzie. 

2. Fałsz. Taki pomysł ma Gordon Brown, premier Wielkiej Brytanii. Jego zdaniem, skoro kupując jakiś towar na aukcji internetowej można zapoznać się z opiniami o sprzedającym, nie ma powodu, dla którego obywatele nie mieliby oceniać pracy instytucji publicznych.

3. Prawda. Z danych NASK, polskiego rejestratora domen, wynika, że 67 proc. polskich stron ma rozszerzenie .pl. Inne to na przykład: .com.pl, .net.pl, .waw.pl.


Twój Punkt Widzenia Newsletter
Interaktywny Instytut Badań Rynkowych Sp. z o.o.
ul. Wołoska 7, 02-675 Warszawa
tel. (prefix) (0 22) 874 41 00


Masz problem z poprawnym wyświetleniem newslettera? Kliknij tutaj, aby otworzyć go w Twojej przeglądarce.

Powyższa wiadomość została wysłana przez system prenumeraty elektronicznej serwisu www.opinie.pl.
Jeśli nie chcesz otrzymywać naszego newslettera, kliknij na ten link, aby automatycznie wypisać się z naszej bazy danych: WYPISANIE