Twój Punkt Widzenia Newsletter

51/2009

 
Twój Punkt Widzenia Newsletter

Drodzy Paneliści

O sposobach na to, by zrobiło się jaśniej, pisaliśmy już w Biuletynie wielokrotnie. Poszukiwanie przez człowieka coraz nowocześniejszych źródeł światła ma na celu przedłużenie ludzkiej aktywności w trakcie pory nocnej. Jednak nie tylko człowiek potrafi wytwarzać światło - własne źródła światła mają niektóre zwierzęta, takie jak znane nam świetliki czy głębinowe ryby. Ma to na celu przetrwanie gatunku, zlokalizowanie partnerki, odstraszenie wrogów i zwabienie ofiar. Poza wyżej wspomnianymi, są jeszcze inne organizmy, które świecą i które do dziś stanowią zagadkę dla naukowców. O świecących grzybach piszemy dziś w dziale "Taki jest świat". W tym numerze nie zabraknie również działu poświęconego listom, które przysyłacie nam na adres pomoc@opinie.pl. Na deser proponujemy dział "Ci szaleni naukowcy" oraz zabawę w "Prawdę czy fałsz".


Taki jest świat - Co świeci w lesie?

Kiedy schodzi się do dziewiętnastowiecznej kopalni, grzyby oplatające stare stemple i inne drewniane elementy konstrukcji świecą tak mocno, że jest jasno niczym w pałacowych komnatach - pisał francuski mykolog Francois Simon Cordier. Świecą? Właśnie tak. I nie ma w tym nic dziwnego - grzybów emitujących światło jest co prawda zaledwie około 40 gatunków, ale można je spotkać na całym świecie.

Najwięcej świecących grzybów znajdziemy w tropikach, ale niekiedy i w polskich lasach, na butwiejących pniach, znaleźć możemy świecącą opieńkę miodową (którą zresztą marynuje się i ze smakiem zjada). Nocą, gdy zerwiemy zewnętrzną warstwę kory, ujrzymy długie, świecące zielonkawym światłem nitki oplatającej pień grzybni. Co więcej, opieńka nie jest jedynym świecącym grzybem w polskich lasach - niekiedy udaje się znaleźć sromotnika bezwstydnego, którego nazwa pochodzi od jego charakterystycznego kształtu. Grzyb ten potrzebuje "środków transportu", by roznieść swoje zarodniki. Zapewniają mu to owady, które grzyb zwabia nie tylko niemiłosiernie cuchnącym zapachem, ale również bladym światłem. Świecą też niektóre surojadki, grzybówki i boczniaki. Czasem widzimy blask bijący spod kapelusza, innym razem bladym, zielonkawym światłem świeci cały owocnik.

W przyrodzie emisja światła nie jest wcale zjawiskiem rzadkim. Świecą narządy niektórych ryb, odstraszając wrogów lub przywabiając ofiary, a świetliki kojarzą się w pary za pomocą serii krótkich błysków. Świecenie - krótko mówiąc - zwykle ma jakiś cel. A grzyby?

Mykolodzy, czyli specjaliści od grzybów, słysząc pytanie "po co?", z zakłopotaniem drapią się po głowach. Wielu z nich sądzi, że chodzi o zainteresowanie zwierząt, które - jak w przypadku sromotnika - przeniosą strzępki grzybni. Kiedy jednak podaje się przykład opieńki, która świeci tam, gdzie światła nie widać, czyli pod korą, zakłopotanie rośnie. Sądzi się więc, że światło jest niczym więcej, jak tylko produktem ubocznym reakcji utleniania. Bo, jak zauważyli badacze, nie kosztuje to wiele energii. Obliczono, że 100 miligramów masy świecącego łycznika ochrowego pobiera do produkcji światła zaledwie 12 milionowych części litra tlenu w ciągu tygodnia. W dodatku okazało się, że u tego gatunku zdolność bioluminescencji, czyli wytwarzania światła, dotyczy tylko amerykańskich okazów, gdyż europejskie łyczniki nie świecą i doskonale sobie bez tego radzą. A zatem, nasuwa się wniosek, że do przetrwania gatunku światło nie jest potrzebne.

Nie tylko jednak przyczyny świecenia grzybów wciąż są zagadką. O procesach chemicznych, powodujących to zjawisko, wiemy równie mało. Już w początkach ubiegłego wieku stwierdzono, że świeci tylko żywa grzybnia i tylko w warunkach tlenowych. A zatem za zjawisko to odpowiadać by mógł (podobnie jak u wytwarzających światło zwierząt) proces utleniania "paliwa" - lucyferyny przez enzym o nazwie lucyferaza. Dotąd jednak nie udało się w warunkach laboratoryjnych uzyskać światła ze związków chemicznych wyekstrahowanych z grzyba.

Badania spektrografem wykazały, że grzyby świecą żółtozielonkawym światłem o długości fali 525-530 nm. Optymalna temperatura do zaistnienia zjawiska to 10-25 stopni Celsjusza, bo kiedy jest zimniej - luminescencja ustaje. Niegdyś sądzono, że grzyby świecą tym jaśniej, im więcej wilgoci w powietrzu, ale okazało się, że nie ma to znaczenia.

Niezależnie jednak od przyczyn i chemicznych procesów powstawania światła, widok takich "żywych latarni" jest fascynujący. Hans Molisch, austriacki botanik, podczas swej podróży na Jawę, zbierał okazy świecących grzybów. Opowiadał, że kiedy budził się w nocy i patrzył się na swój zbiór, światło było tak silne, że umożliwiało np. odczytanie godziny na kieszonkowym zegarku.

Ponoć podczas I Wojny Światowej żołnierze czytali listy od narzeczonych przy blasku świecących stempli, podtrzymujących konstrukcję okopów. Skandynawowie mieli zwyczaj rozkładania wzdłuż ścieżek kawałków świecącej kory dla ułatwienia orientacji, podobny sposób stosowano w tropikalnych dżunglach. Z kolei w Nowej Kaledonii, świecące grzyby, którymi dziewczęta przystrajają głowy, służą podkreśleniu ich urody.


Listy od Was na: pomoc@opinie.pl

Jak zwykle otrzymaliśmy od Was dużą ilość listów - poniżej zamieszczamy fragmenty najciekawszych. Część z nich to odpowiedzi na listy Panelistów zamieszczone w poprzednich numerach:

"Pewna Panelistka napisała, że młodzież nie chce czytać nic z własnej i nieprzymuszonej woli. Może i tak, ale moim zdaniem problem tkwi w tym, że nie ma kiedy. Tak wiele jest do nauki różnych przedmiotów, program tak goni, że nawet na lektury obowiązkowe nie starcza czasu i trzeba je czytać w wakacje na następny rok. Trzeba być prawdziwym miłośnikiem książek, żeby czytać coś dodatkowego, ale wtedy zazwyczaj uczniowie mają gorsze stopnie z matematyki czy chemii".

Wiele z listów dotyczyło też tematu ubiegłego numeru, czyli Latającego Holendra:

"Miraż, nie miraż. Naukowe wytłumaczenie zjawiska na szczęście nie stoi na przeszkodzie w inspirowaniu różnych twórców. Już od dawna temat ten wykorzystywano w literaturze, malarstwie, filmie czy operze. Np. powieść "The Phantom Ship" (1839) Fredericka Marryata; obraz Alberta Rydera "Latający Holender"; film w reżyserii Josa Stellinga; opera romantyczna "Holender Tułacz" (1843) Richarda Wagnera, a także wiele innych dzieł. Wierzyć nie musimy, ale twórczość ta zostanie po wsze czasy. Miejmy nadzieję, że temat ten nadal będzie trafiał na warsztat różnych artystów. Serdeczne pozdrowienia dla twórców serwisu oraz Panelistów".

My również pozdrawiamy i dziękujemy za przypomnienie dzieł inspirowanych tą historią. Od siebie zaś dodamy, że motyw Latającego Holendra pojawia się też we współczesnej sztuce: w komiksie, w kreskówkach, w muzyce rockowej, w grach komputerowych, a także jako nazwa różnorakich restauracji i barów.

Na pytanie o to, czy wszystko można i trzeba wyjaśniać naukowo, starał się odpowiedzieć inny Panelista, dochodząc do ciekawych wniosków. "Realność Latającego Holendra" - pisze Panelista - "jest taka sama jak Żyda-Wiecznego Tułacza, potwora z Loch Ness, wieloryba w Wiśle, a z dawniejszych historii - czarnej wołgi, z obecnych zaś - łysej dziewczynki jeżdżącej na rowerze po jakichś tam rumuńskich miasteczkach". Nie oznacza to jednak - jak twierdzi Autor listu - że nie ma czego badać. "Taka opinia - dodaje Panelista - "byłaby z gruntu błędna, a więc i szkodliwa. Przedmiotem naukowego wyjaśniania powinien być mechanizm powstawania tego rodzaju opowieści, sposobu ich rozprzestrzeniania się i wpływu na nasze życie".

Za wszystkie listy bardzo dziękujemy i czekamy na kolejne!



W Newsletterze:

Taki jest świat - Co świeci w lesie?
Listy od Was na: pomoc@opinie.pl
Ci szaleni naukowcy - Kiedy na aerobik brak czasu

Prawda czy fałsz - pytania

1. Internetowa telewizja EuroparlTV ma tylko 150 tys. widzów.

2. 80% wiadomości e-mail zawiera jakiś adres internetowy.

3. Każdy może edytować sławną encyklopedię Britannica.


Ci szaleni naukowcy - Kiedy na aerobik brak czasu

Łagodny aerobik i ćwiczenia wzmacniające przez kilka godzin tygodniowo - przynajmniej tyle powinniśmy robić dla naszego zdrowia. Nie zawsze jednak starcza nam na to czasu - zauważyli naukowcy ze Szkocji. Postanowili więc sprawdzić, czy nie dałoby się inaczej. Bo gdyby ćwiczyć nie kilka godzin, ale kilka minut, za to intensywniej i częściej... Od słów do czynów. Uczeni z Heriot-Watt University w Edynburgu zbadali wpływ regularnych, trzyminutowych ćwiczeń wśród 16 ochotników, prowadzących siedzący tryb życia. Efekty? Znacząco wzrósł ich metabolizm, zmniejszyło ryzyko zapadnięcia na choroby sercowo-naczyniowe i cukrzycę. Naukowcy są bardzo zadowoleni ze swojego odkrycia - twierdzą, że sposób jest prosty, tani i skuteczny a przy tym nie wymaga wiele czasu. A zatem - wstańmy od komputera i... skłony, wymachy, przysiady.


Prawda czy fałsz - odpowiedzi

1. Prawda. Z internetowej telewizji EuroparlTV (www.europarltv.europa.eu), która w 23 językach informuje o pracach deputowanych w Brukseli i Strasburgu, od momentu uruchomienia we wrześniu 2008 r. skorzystało zaledwie 150 tys. użytkowników. Przedsięwzięcie rocznie kosztuje 9 mln euro.

2. Fałsz. 90% e-maili zawiera adresy internetowe - tak wynika z raportu firmy Symantec. Z tego samego źródła wiemy, że 80% e-maili to spam.

3. Prawda. Britannica (http://www.britannica.com/) ma być trochę jak Wikipedia (http://pl.wikipedia.org/), z tym, że hasło dodane przez użytkownika ma być natychmiast sprawdzane przez sztab ekspertów. Cały proces dodawania hasła ma trwać nie dłużej niż 20 minut.


Twój Punkt Widzenia Newsletter
Interaktywny Instytut Badań Rynkowych Sp. z o.o.
ul. Wołoska 7, 02-675 Warszawa
tel. (prefix) (0 22) 874 41 00


Masz problem z poprawnym wyświetleniem newslettera? Kliknij tutaj, aby otworzyć go w Twojej przeglądarce.

Powyższa wiadomość została wysłana przez system prenumeraty elektronicznej serwisu www.opinie.pl.
Jeśli nie chcesz otrzymywać naszego newslettera, kliknij na ten link, aby automatycznie wypisać się z naszej bazy danych: WYPISANIE