Twój Punkt Widzenia Newsletter

48/2008

 
Twój Punkt Widzenia Newsletter

Drodzy Paneliści!

Już za chwilę Wigilia i jedno z ważniejszych świąt chrześcijaństwa - Boże Narodzenie. Chcielibyśmy życzyć Wam, byście ten radosny czas spędzili w rodzinnej i spokojnej atmosferze. Oby nie zabrakło śniegu, prezentów pod choinką i tradycyjnych potraw na stole. Życzymy Wam też szczęścia i spełnienia marzeń w Nowym Roku!

Będzie nam bardzo miło, jeśli znajdziecie chwilę czasu na przeczytanie Biuletynu. Przygotowaliśmy w nim kilka słów na temat Gwiazdy Betlejemskiej. Czym była i kiedy pojawiła się na niebie? Zapraszamy do działu "Taki jest świat". W tym numerze odpowiadamy na kolejną porcję listów od Was, które przychodzą pod adres pomoc@opinie.pl. Nie zabraknie stałych działów: zabawy w "Prawdę czy fałsz" i "Tych szalonych naukowców". Miłej lektury!


Taki jest świat – W drodze za Betlejemską Gwiazdą

Kiedy pierwsza gwiazdka zabłyśnie na niebie... Właśnie, cóż to za gwiazdka? Znawcy tradycji oburzą się: przecież to wszystko jedno, chodzi o symbol Gwiazdy Betlejemskiej, która trzem mędrcom wskazała drogę. A jednak od wielu wieków dręczy nas zagadka: jakież to zjawisko na niebie zwiastowało przyjście Jezusa na świat?

W Polsce pierwszą gwiazdą, widoczną na niebie w wigilijny wieczór jest Wega, najjaśniejsza w konstelacji Lutni, widoczna na wysokości 50 stopni nad horyzontem, gdy głowę skierowaną mamy na zachód. Jeśli zdarzy się tak, że przykryją ją chmury, zwróćmy się na północny wschód i 30 stopni nad horyzontem szukajmy Kozy - najjaśniejszej gwiazdy w konstelacji Woźnicy. Ich ukazanie się na niebie to dla nas znak, że można już zacząć wigilijną kolację. Oczywiście żadna z nich nie była tą "właściwą" Gwiazdą Betlejemską.

Na dobrą sprawę nie wiemy nawet, czego i kiedy mamy szukać. Dokładny rok narodzin Jezusa nie jest znany, choć niemal na pewno wiadomo, że nie był to rok 1 n.e. Wszak wymieniany przez Mateusza w Nowym Testamencie król Herod zmarł ok. 4 roku p.n.e. Gdyby jednak sięgnąć do Ewangelii Łukasza, znaleźlibyśmy tam wzmiankę o spisie ludności, który zdaniem naukowców odbył się na przełomie 6 i 7 roku n.e. Te właśnie dwie ewangelie najczęściej wymieniane są w kontekście narodzin Jezusa.

Pozostałe źródła też nie są jasne. Z 202 roku n.e. pochodzi informacja Hipolita z Rzymu, który pisał, że Jezus narodził się w środę, 25 grudnia w 42 roku panowania Oktawiana Augusta. Cóż jednak można ustalić, nie wiedząc, o jakim "panowaniu" mówimy - oficjalnym, czy też faktycznym... Stwierdzono, że mógłby to być rok 14 p.n.e., gdyby nie fakt, że 25 grudnia wypadał w środę w roku 9 p.n.e., 3 p.n.e. i 9 n.e.

Zresztą także data dzienna nie jest oczywista. Narodziny Jezusa nie zawsze obchodzono tak, jak dziś. Podawano różne daty, pochodzące z rozmaitych wyliczeń i kalkulacji: 2 maja, 19 lub 20 kwietnia, 17 listopada... W wieku III Klemens Aleksandryjski wyznaczył Boże Narodzenie na 19 kwietnia, czasem obchodzono je także 29 maja i 28 marca, zaś na Wschodzie przez długi czas obchodzono Boże Narodzenie 6 stycznia -  do czasu, gdy w IV w. n.e. za panowania cesarza Konstantyna arbitralnie "przeniesiono" ten dzień na 25 grudnia, dotąd będący dniem narodzin pogańskiego boga Mitry. Kościół katolicki nigdy nie upierał się jednak, że jest to rzeczywista data narodzin Chrystusa.

Jak widać, trudno w poszukiwaniach zjawiska Gwiazdy Betlejemskiej polegać na kalendarzu. Sięgnięto więc do tablic astronomicznych i archiwów. W 5 roku p.n.e. chińscy kronikarze zanotowali pojawienie się komety. Czy to właśnie było to wydarzenie na niebie? Nie wiadomo, bo z obliczeń wynika, że inna kometa - i to nie byle jaka, bo dziś znana pod nazwą komety Halleya - widoczna była na niebie także 7 lat wcześniej - w roku 12 p.n.e. Dziś większość badaczy jest przekonana, że właśnie to zjawisko było Gwiazdą Betlejemską.

Ale nie brak też innych teorii, z których najnowsza dotyczy koniunkcji dwóch planet: Wenus i Jowisza. W ustaleniu daty tego spektakularnego zjawiska pomogły uczonym komputerowe symulacje wszystkich ciał na niebie 2 tysiące lat temu, widzianych z Ziemi Świętej. Wówczas jednak okazałoby się, że Jezus urodził się 17 czerwca 2 r. p.n.e. Podobną hipotezę wysnuł też dużo wcześniej znakomity astronom Jan Kepler, twierdząc, że Gwiazdą Betlejemską mogło być widoczne na niebie 12 listopada 7 r. p.n.e. połączenie Saturna, Jowisza i Marsa.

Gwiazda Betlejemska - przekonują uczeni - owszem, mogła być kometą lub koniunkcją planet, ale równie dobrze jakimś innym zjawiskiem, których nie brak na niebie. Na przykład Michael Molnar, astronom z New Jersey, twierdzi, że w owym czasie dwukrotnie: 20 marca 6 r. p.n.e. i 17 kwietnia 6 r. p.n.e. Księżyc zakrył Jowisza. Sir Patrick Moore, astronom angielski snuje z kolei inne przypuszczenia. Jego zdaniem, skoro zjawisko było krótkotrwałe, jasne, ale widziane zaledwie przez kilka osób, to musiał być to spadający meteor. Zdaniem innych uczonych Gwiazdą Betlejemską mogła być wybuchająca supernowa. Jeszcze inni sądzą, że chodzi tylko o symbol, a  z opisem gwiazdy, która prowadziła Mędrców, nie wiąże się żadne konkretne wydarzenie na niebie.

Jak było naprawdę? Tego najprawdopodobniej szybko się nie dowiemy.


Listy od Was na: pomoc@opinie.pl

Piszecie do nas coraz więcej listów, a my staramy się Wam na nie odpowiadać. Niekiedy Biuletyn bywa zbyt długi:

Nie chciałbym być niekulturalny, chociaż i tak wątpię, że piszę do was na dobry e-mail - chodzi mi o to, że już w kilku wiadomościach umieściliście dość dużo tekstu - komu będzie chciało się to czytać?

Myśleliśmy o tym, żeby na prima aprilis przysłać Wam Biuletyn bez treści... Ale na poważnie: nie ma przecież obowiązku czytania wszystkiego i zdajemy sobie sprawę z tego, że nie wszystkie artykuły będą dla wszystkich interesujące. Dlatego też jesteśmy szczęśliwi, jeśli komuś spodoba się tylko jeden z proponowanych przez nas działów. Oczywiście, jeśli wszystkie teksty wydadzą się warte zainteresowania - tym lepiej! 

Wiele z e-maili, które dostaliśmy, dotyczy poprzednich wydań Biuletynu, w których pisaliśmy o ekologii i o oszczędzaniu energii:

Bardzo chętnie czytam biuletyny. Od momentu w którym raz (z nudów, nawiasem mówiąc) przeczytałam - z wielkim zainteresowaniem czytam każdy kolejny. Moje pytanie jest prawdopodobnie banalne, ale szukam informacji w internecie i znaleźć nie potrafię - zależy mi na ekonomicznym gotowaniu wody. Państwo rozumieją - zima, wypijam hektolitry gorącej, aromatycznej herbaty. No i zastanawiam się - jak najtaniej? Czajnik elektryczny? Stalowy czajnik na kuchence gazowej? I jak wielka jest oszczędność energii, porównując jeden sposób z drugim? Bardzo proszę o odpowiedź i z góry serdecznie dziękuję :)

Cóż - nie czujemy się specjalistami od energetyki. Wiadomo jednak, że wodę gotować można na kilka sposobów: grzałką elektryczną, w czajniku elektrycznym, na kuchence gazowej, elektrycznej, indukcyjnej. Niezwykle trudno porównać te sposoby. To dlatego, że w grę wchodzą różne straty - ot, choćby krzywo ustawiony nad gazem czajnik oznacza sporą stratę energii. Podobnie otwarta pokrywka czajnika elektrycznego.

Pod względem zużycia energii najbardziej ekonomiczny jest czajnik elektryczny - urządzenie zaprojektowane do gotowania wody, tak, by strat było możliwie najmniej. Czajnik ma przykrywkę, izolowane ścianki, a element grzejny - grzałka oporowa - posiada sprawność bliską 100 procentom. Podobna grzałka znajduje się w płycie kuchenki elektrycznej, ale trzeba pamiętać, że  wtedy "grzanie" wody jest pośrednie - ogrzewa się najpierw grzałka, potem płyta, od niej czajnik, na końcu zaś woda. Czajnik z kolei (jeśli jest metalowy) wypromieniowuje energię w powietrze szybciej niż elektryczny, plastikowy. Z kolei do zagotowania wody w czajniku na kuchence gazowej zużyje Pani najwięcej energii. Mamy tu do czynienia z podobnym zjawiskiem: gorące, metalowe ścianki naczynia oddają do otoczenia sporo ciepła, a przy tym palnik gazowy ogrzewa nie tylko czajnik, ale również powietrze pod nim i wokół niego. Ale zużycie energii nie zawsze przekłada się na koszty. Przy obecnych cenach najtaniej jest gotować na gazie. Jeśli jednak mamy do wyboru czajnik elektryczny i kuchenkę elektryczną - mniej zapłacimy za zagotowanie takiej samej ilości wody w czajniku elektrycznym. Niezależnie od sposobu gotowania wody warto jednak pamiętać o tym, by grzać tylko tyle wody, ile aktualnie potrzeba, w przykrytym, czystym, pozbawionym kamienia naczyniu. Życzymy Pani smacznej herbaty!

Kolejny e-mail - od pana Jerzego - dotyczy naszej odpowiedzi sprzed dwóch tygodni na list Panelisty, który pytał o oszczędność wody. Na jego prośbę próbowaliśmy wówczas oszacować, jak kształtowałoby się zużycie wody, gdyby wszyscy Polacy myli zęby, zakręcając przy tym kran. Pan Jerzy pisze między innymi: Wasze obliczenia dotyczące oszczędności wody są powalające, jeśli brać pod uwagę tylko liczby. W sferze gospodarczej pojawić się muszą, w odpowiedzi na każde działanie techniczne, skutki ekonomiczne. Sprawa jest prosta, jeśli tylko ja oszczędzam; zapłacę mniej, a dyrekcja wodociągów nawet tego nie zauważy - mój zysk jest niewątpliwy. Jeśli jednak zaczną oszczędzać wszyscy, to najdalej na koniec roku dyrekcja wodociągów zauważy dwa efekty: pierwszy - zmalały wpływy, drugi - zmniejszyło się zużycie wody. A co się nie zmieniło? Koszty działalności firmy! Co więc zrobi dyrekcja kalkulując koszty, a tym samym ceny, na przyszły rok? Podniesie cenę jednostkową wody! Dokładnie to samo dotyczyć będzie opłat za oczyszczanie ścieków! W rezultacie wszyscy się zdziwią, że oszczędności nie dały żadnego rezultatu, a od zdziwienia do zdenerwowania w takiej sytuacji niedaleko.

Panie Jerzy, to niewątpliwie racja, że planując podjęcie jakichś działań dobrze jest próbować przewidzieć ich możliwe skutki - choć często jest to bardzo trudne zadanie. Dziękujemy za ten list.

I jeszcze jeden e-mail, tym razem dotyczący tematu sprzed dwóch tygodni, czyli tradycyjnych żarówek, odchodzących w Europie do lamusa zgodnie z decyzją Komisji Europejskiej:

Cóż, szkoda pożegnać się z żarówką. Ten wspaniały wynalazek tak odsądzany ostatnio od czci miał niezaprzeczalną zaletę: dawał przyjemne dla oka światło! Obecnie produkowane źródła światła, pomimo zawziętych wysiłków magów od marketingu nie dają miłej barwy. Dla mnie i rodziny są nie do zniesienia, bo męczą oczy. Jestem już podstarzały i przeżyłem wszystkie rodzaje oświetlenia - poza lampką oliwną. Niestety, TYLKO żarówka. Być może producenci i wynalazcy coś poradzą na poprawę jakości i usuną wady nowego typu oświetlenia. Zbyt wiele "cudownych" wynalazków już w życiu widziałem.

Prosty inżynier, wiek 60 lat

Nie ma chyba co dramatyzować. I nam szkoda "poczciwej" żarówki, ale przecież pozostaną w sprzedaży choćby lampy halogenowe, które w istocie są przecież zwykłą żarówką, tyle, że wypełnioną szlachetnym gazem z niewielką ilością pierwiastka z grupy fluorowców - i dzięki temu wydajniejsze. Być może już dziś ma Pan w domu "reflektorki", stosowane na przykład w kuchni. O ile świetlówki, w zależności od konstrukcji, rzeczywiście miewają zimne, nieprzyjemne, migające światło, o tyle na przykład diody LED są tych wad pozbawione, a rozwój techniki umożliwia już produkcję światła o żądanej "temperaturze".

Dziękujemy za wszystkie listy i prosimy o kolejne!



W Newsletterze:

Taki jest świat – W drodze za Betlejemską Gwiazdą
Listy od Was na: pomoc@opinie.pl
Ci szaleni naukowcy - Jak zarażamy się szczęściem

Prawda czy fałsz - pytania

1. "Pyrkowa kraina" - to strona policyjna.

2. W japońskim superpociągu między Tokio a Osaką przy każdym fotelu pasażera jest gniazdko Internetu.

3. "Kryzys gadżetowy" zaatakuje Brytyjczyków w pierwszy dzień świąt o 13.31.

 


Ci szaleni naukowcy - Jak zarażamy się szczęściem

Próbowano już zamknąć szczęście w formie matematycznego wzoru. Psychologowie rozprawiali się z twierdzeniem, że szczęście zależy od stanu posiadania. Tym razem naukowcy zajęli się analizą, w jaki sposób "zarażamy się" szczęściem. Szczęście - twierdzą amerykańscy uczeni - podobnie jak otyłość czy palenie papierosów, jest zjawiskiem zbiorowym, przenoszonym dzięki więziom społecznym. Jak? Och, to proste. Jeśli jesteśmy szczęśliwi, to nasi najbliżsi: rodzina i przyjaciele, też stają się szczęśliwsi. Naukowcy skrupulatnie wyliczyli, że przyjaciół zarażamy szczęściem z prawdopodobieństwem 42 proc., jeśli mieszkają w pobliżu. Im dalej, tym prawdopodobieństwo to maleje. Ważne jest też dobre sąsiedztwo, mieszkający w pobliżu szczęśliwy członek rodziny czy też szczęśliwy współmałżonek, a każda dodatkowa szczęśliwa osoba, którą znamy, powiększa nasze szczęście. Wnioski? Niezależnie od tego, czy uczeni mają rację czy nie, warto być szczęśliwym.


Prawda czy fałsz - odpowiedzi

1. Prawda. Polska policja otworzyła pierwszą witrynę, przeznaczoną dla dzieci, choć znajduje się tu także sekcja dla rodziców i nauczycieli. Sierżant Pyrek to policjant-ziemniak, maskotka poznańskiego programu edukacyjnego "Z Pyrkiem bezpieczniej". Serwis, który ma bawić i uczyć dostępny jest pod adresem: http://pyrek.wielkopolska.policja.gov.pl/.

2. Fałsz. W pociągu, nazywanym przez Japończyków "pociskiem" Internet nie jest jeszcze dostępny, jednak według zapowiedzi z zasobów globalnej sieci pasażerowie będą mogli korzystać od marca 2009 r. Gniazdek nie ma i nie będzie, bo wagony wyposażone będą w punkty dostępowe sieci bezprzewodowej.

3. Fałsz. Szczyt "kryzysu gadżetowego" firma wsparcia technicznego TechGuys przewiduje na godzinę 11.48 w pierwszy dzień Świąt Bożego Narodzenia. W Wielkiej Brytanii prezenty rozdaje się rano 25 grudnia, zaraz potem są niecierpliwie rozpakowywane, a następnie firmy świadczące pomoc odbierają setki telefonów od zdezorientowanych użytkowników, którzy nie wiedzą, jak skonfigurować sprzęt. Z tego wynika, że w Polsce "kryzys gadżetowy" następuje późnym wieczorem w Wigilię. O której dokładnie godzinie - tego nikt nie badał. 


Twój Punkt Widzenia Newsletter
Interaktywny Instytut Badań Rynkowych Sp. z o.o.
ul. Wołoska 7, 02-675 Warszawa
tel. (prefix) (22) 87 44 113


Masz problem z poprawnym wyświetleniem newslettera? Kliknij tutaj, aby otworzyć go w Twojej przeglądarce.

Powyższa wiadomość została wysłana przez system prenumeraty elektronicznej serwisu www.opinie.pl.
Jeśli nie chcesz otrzymywać naszego newslettera, kliknij na ten link, aby automatycznie wypisać się z naszej bazy danych: WYPISANIE