Twój Punkt Widzenia Newsletter

47/2008

 
Twój Punkt Widzenia Newsletter

Drodzy Paneliści!

Zapraszamy do lektury Biuletynu badania Twój Punkt Widzenia. W dzisiejszym numerze wracamy do tematu ekologii, a to za sprawą decyzji Komisji Europejskiej, zgodnie z którą już w 2012 roku będziemy musieli pożegnać się z tradycyjnymi żarówkami. Co w zamian? O tym piszemy w dziale "Taki jest świat". W dziale "Listy od Was" Panelista zachęcił nas do nieco karkołomnych, ale ciekawych obliczeń, związanych z kolei z oszczędnością wody. Na deser przygotowaliśmy dla Was zabawę w "Prawdę czy fałsz" i rubrykę "Ci szaleni naukowcy". Miłej lektury!


Taki jest świat - Zmierzch poczciwej żarówki

No i stało się. Do lamusa odchodzi jeden z najpowszechniejszych dziś przedmiotów: żarówka, szklana bańka, w której pod wpływem prądu rozżarza się włókno wolframowe. Tak zadecydowała Komisja Europejska. Powód? Są wydajniejsze źródła światła. Potrzebny był krok radykalny, bo od XIX wieku niewiele nowego dało się wymyślić w sprawie żarówek. Wciąż tylko 5 procent energii zużywały na światło, resztę - na produkcję nikomu niepotrzebnego ciepła.

Tak więc, już 1 września z rynków Unii Europejskiej znikną popularne "setki" - żarówki 100-watowe. Rok później pożegnamy się z bańkami 75-watowymi, w 2011 - z "sześćdziesiątkami", a 1 września znikną 40 i 25-watowe. Eksperci długo zastanawiali się nad tym rozwiązaniem, bo czyż można wyobrazić sobie świat bez żarówki? Protestowali ich producenci: tak - zgadzali się - wycofanie żarówek jest konieczne, ale dajmy ludziom cieszyć się tym źródłem światła do 2015 roku! Protestowali migrenowcy: co w zamian - pytali - czyżby migające świetlówki? Protestowali zwykli konsumenci: alternatywne wobec klasycznych żarówek źródła światła są po prostu droższe - dowodzili.

Na podobne rozwiązanie, jak to wybrane przez Komisję Europejską, już zdecydowała się Australia. Propozycja wycofania z użytku zwykłych żarówek - również do 2012 r. - padła także w amerykańskim stanie Kalifornia.

W ubiegłym roku również blisko 100-tysięczne Jaworzno na Śląsku ogłosiło, że w ciągu kilku lat wymieni miejskie oświetlenie na energooszczędne. Po wymianie - kalkulowali urzędnicy - oszczędności mogą sięgnąć nawet 60 procent. Moc ulicznych lamp spadnie z 370 do 75 wat, przy zachowaniu takiej samej siły oświetlenia.

Komisja Europejska wyliczyła, że energooszczędne żarówki w skali całej Unii oznaczają każdego roku oszczędność 5-10 mld euro i zmniejszenie emisji dwutlenku węgla o 15 mln ton rocznie.

Żarówkę ludzkość zna od połowy XIX wieku. Już wówczas wiedziano, że jeśli przepuścić prąd elektryczny przez cienkie włókno, rozżarza się ono i świeci. Ale również - że topi się pod wpływem gorąca. Po raz pierwszy żarówka zaświeciła u Fredericka de Moleynsa, który w 1841 roku opatentował skonstruowaną przez siebie lampkę z platynowym drucikiem. Platyna miękła i topiła się. O tym, że potrzeba jest matką wynalazku, świadczy historia niemieckiego emigranta Henry'ego Goebela, zegarmistrza, optyka i mechanika, który reklamował swój nowojorski zakład wielką lampą łukową na dachu. Policja w obawie o pożar nakazała mu ją zdjąć, więc Goebel dotąd próbował, aż wynalazł - żarówki z żarnikiem ze zwęglonych pędów bambusa. I to działało - choć niedługo, bo bambus szybko się przepalał. Trzecim z wynalazców, który zasłużył się w rozwoju żarówki był fizyk Aleksander Łodygin, który w 1873 roku zadziwionemu Petersburgowi zaprezentował szklaną kulę z kawałkiem węgla w środku, która dawała jasne światło aż przez pół godziny.

Następni byli Joseph Wilson Swan i Thomas Alva Edison. Swan uzyskał brytyjski patent jako pierwszy, w 1878 roku. Jego żarówka z bambusowym włóknem miała cokół bagnetowy, podobny do tego, który dziś niekiedy stosuje się w żarówkach samochodowych. Paliła się 13,5 godziny. Rok później patent uzyskał Edison, choć początki miał trudne. Jak głosi wpis w jego notatkach, próbował 1600 różnych materiałów, wśród nich - włosa z brody rudego Szkota. Jego pierwsza żarówka paliła się przez 8 minut. Potem, gdy zastosował włókno węglowe - już kilkadziesiąt godzin. Ten czas udało się przedłużyć do ponad 100 godzin, gdy zastosowano inny niż u Swana gatunek japońskiego bambusa. W noc sylwestrową 1879 roku, 800 takich żarówek oświetliło laboratorium Menlo Park. Szybko powstała "reszta" - kable, elektrownie, bezpieczniki, przełączniki i liczniki i cały system dystrybucji prądu. 4 września 1882 r. w Nowym Jorku rozbłysło 14 tysięcy żarówek, zasilanych przez miejską elektrownię Edisona. Rok później takie same zaświeciły w Markach na Mazowszu, w przędzalni Briggs i Posselt. Pod koniec XIX wieku, w 1890 roku Łodygin zastosował wolfram, a nowoczesną, znaną nam także dziś żarówkę z argonem i wolframową skrętką skonstruował Irving Langmuir w 1913 r.

Po co Wam to opowiadamy? By uświadomić, jak niewiele żarówki zmieniły się w ciągu minionego wieku. Powstały, owszem, żarówki o różnych kształtach, do różnych zastosowań. Ale nawet najpopularniejszy gwint, E27, nazywa się tak od nazwiska Edisona. Metoda wytwarzania światła jest wciąż ta sama - świeci rozgrzane włókno. Nie trzeba dodawać, że "ciepłe" świecenie to strata energii - badania wykazały, że ponad jedna piąta energii zużywanej w amerykańskich budynkach jest pochłaniana właśnie przez oświetlenie.

No dobrze, a co w zamian? W dziedzinie "produkcji" światła wiele się ostatnio dzieje. Już nie jest tak, że bez tradycyjnej żarówki nie wyobrażamy sobie oświetlenia. Wydajniejsze od tradycyjnych są choćby żarówki halogenowe, czy znane nam świetlówki - w tym takie, które można wkręcić w gwint zwykłych żarówek. Coraz doskonalsze jest też oświetlenie oparte na diodach LED.

Trwałość tradycyjnych żarówek zawsze była problemem - pozostała nim również dziś. Rekordzistka świeci co prawda nieprzerwanie od 107 lat w remizie strażackiej w Livermore w USA (obejrzycie ją na stronie http://centennialbulb.org/) . Została wkręcona zaraz po wyprodukowaniu i wyłączona tylko raz. Ale to raczej wyjątek. Dzisiejsze żarówki świecą przeciętnie ok. 10 tys. godzin. Diody LED (ang. light emitting diode) potrafią świecić nawet 100 tys. godzin. Zużywają przy tym o wiele mniej prądu.

Już w ubiegłym roku licząca sobie ponad 28 metrów choinka przed nowojorskim Rockefeller Center, oświetlona została 30 tysiącami diod LED zamiast - jak zwykle - żarówkami. Zaoszczędzona energia wystarczyłaby do zasilenia sporego domu przez miesiąc. Również w niemieckim mieście Regenstag niedaleko Norymbergi fasadę centrum handlowego również oświetlono diodami LED. Wszystko wygląda niezwykle, bo trójkolorowe, sterowane komputerem moduły sprawiają, że budynek mieni się 16 milionami barw. Oszczędność? Tak, bo całe oświetlenie fasady zużywa zaledwie 1800 W, tyle, ile czajnik elektryczny. A diody są już na tyle jasne, że mogą zastąpić zwykłe żarówki. Przykłady? Sześć świecących elementów LED w jednym module daje ok. 1000 lumenów, czyli świeci jak 50-watowa żarówka. Z kolei tzw. organiczne diody świecące (OLED), których wydajność zbliża się do zwykłych diod LED, potrafią emitować niemal idealnie białe światło. To przy niektórych zastosowaniach ogromna zaleta.

Okazuje się jednak, że w laboratoriach pracuje się nad jeszcze wydajniejszymi źródłami światła. Zaprzęga się do tego nanotechnologię. Źródła światła oparte na nanokryształach selenku kadmu emitują światło, którego właściwości znacznie przewyższają produkowane obecnie energooszczędne źródła światła, w tym także diody LED.

A więc - kiedy nadejdzie już dla żarówek sądna godzina - nie tęsknijmy za nimi. Wciąż będzie jasno.


Listy od Was na: pomoc@opinie.pl

W pełni popieram opinie poprzednich korespondentów. Biuletyn Panelisty jest interesujący, na bardzo dobrym poziomie. Temat "śpiących" urządzeń jest bardzo potrzebny, ale równie potrzebny jest temat oszczędzania wody! Świadomość społeczeństwa na temat grożącego braku wody jest znikoma, a jeszcze mniejsza potrzeba takich działań. Myślę, że temat jest alarmujący! Proszę oszacować ile wody można oszczędzić nie myjąc zębów pod bieżącym kranem, lecz przy pomocy wody w szklaneczce.

To trudne pytanie. Jest nas - Polaków - ok. 38 mln. Nie wszyscy jednak mają dostęp do bieżącej wody. Część z nas na pewno zakręca kran podczas mycia zębów. Nie wiadomo też, czy wszyscy stosują się do zaleceń dentystów, by myć zęby co najmniej dwa razy dziennie, nie krócej niż przez trzy minuty. Jeśli założyć, że z przeciętnie odkręconego kranu co 10 sekund wypływa 1 l wody - to możemy się pokusić o bardzo przybliżony rachunek. W ciągu jednego mycia zębów zużywamy 18 litrów wody. 38 milionów ludzi myje zęby dwa razy dziennie, co dawałoby 1 368 000 000 litrów (13 680 000 hektolitrów) wody w ciągu każdej doby, gdyby - oczywiście - wszyscy przykładali się do higieny jamy ustnej, gdyby wszyscy nie zakręcali w tym czasie wody, która leciałaby u wszystkich jednakowym strumieniem. Przy podobnych założeniach - na mycie zębów, korzystając ze szklanki (o pojemności 250 ml) zużylibyśmy dziennie 19 000 000 (czyli 190 000 hektolitrów) wody. Oczywiście takie obliczenia nie mają żadnej wartości naukowej, a jedynie poznawczą, lecz przyznać musimy, że aż złapaliśmy się za głowę widząc wyniki!

 

 



W Newsletterze:

Taki jest świat - Zmierzch poczciwej żarówki
Listy od Was na: pomoc@opinie.pl
Ci szaleni naukowcy – Lew po operacji

Prawda czy fałsz – pytania

1. W Warszawie za przejazd komunikacją miejską można zapłacić przez telefon komórkowy.

2. Hasło w Wikipedii dotyczące zespołu Scorpions zostało zablokowane w Wielkiej Brytanii.

3. Już w 2009 roku powstanie pierwszy w Polsce sąd elektroniczny.


Ci szaleni naukowcy – Lew po operacji

Brytyjski uczony twierdzi, że odkrył skrywaną od wieków tajemnicę Wielkiego Sfinksa z Gizy. Otóż - dowodzi geolog Colin Reader - to po prostu lew po "operacji plastycznej". Dotąd egiptolodzy twierdzili, że pomnik z ciałem lwa i ludzką głową - najprawdopodobniej faraona Chefrena - został wzniesiony ok. 4,5 tysiąca lat temu - zaraz po wybudowaniu pierwszej piramidy. Zdaniem Readera, Sfinks jest starszy niż się sądzi - na co wskazywałaby erozja piaskowca. Geologa zaniepokoiły też nieproporcjonalnie wielkie przednie łapy. Wysnuł więc teorię, że pierwotnie był to po prostu posąg lwa, któremu ktoś "ociosał" głowę tak, by wyobrażała twarz faraona. I rzeczywiście, komputerowa rekonstrukcja pierwotnego wyglądu posągu, wydaje się być bardziej proporcjonalna. Uczony skarży się jednak, że te  ustalenia nie zostały wzięte pod uwagę przez egiptologów, bowiem wymagałyby ponownego określenia wieku budowli w Gizie.


Prawda czy fałsz – odpowiedzi

1. Prawda. Na razie system działa u jednego operatora telefonii komórkowej. Jest dość skomplikowany, bo najpierw trzeba założyć "konto" w  systemie płatniczym, potem przelać pieniądze do "elektronicznej portmonetki". Każdy bilet ma swój numer i numer ten trzeba podać wysyłając SMS, potwierdzając zakup kodem PIN. Kontrola biletów też odbywa się przez telefon - należy wybrać numer widoczny na identyfikatorze kontrolera i czekać, aż system potwierdzi opłatę. Ale zainteresowanie jest spore, pierwszego dnia w ten sposób zapłaciły za przejazd 53 osoby.

2. Prawda. Powód to naga dziewczyna na okładce jednej z płyt - obrazek z okładką zdobił wpis o zespole. Dostawcom internetu zasugerowała takie rozwiązanie fundacja, zajmująca się przeszukiwaniem sieci w poszukiwaniu nielegalnych i obraźliwych treści, a wielu z nich się do tego zastosowało. Strona zablokowana jest dla 95 proc. brytyjskich użytkowników sieci, co wywołało falę oburzenia. Internauci obawiają się cenzury, zwracają też uwagę, że nie sam obrazek, a całe hasło zostało zablokowane. Wspominają, że okładka jest dostępna również na wielu innych stronach.

3. Fałsz. Plany przewidują utworzenie takiego sądu w styczniu 2010 r. Ale poza tym - wszystko się zgadza. Sejm  niedawno przyjął nowelizację kodeksu postępowania cywilnego, która otworzy drogę do tworzenia sądów, rozpatrujących sprawy w elektronicznym postępowaniu upominawczym. Do wszczęcia postępowania nie będzie potrzebny podpis elektroniczny, zamiast niego obie strony otrzymają login i hasło do sprawy.


Twój Punkt Widzenia Newsletter
Interaktywny Instytut Badań Rynkowych Sp. z o.o.
ul. Wołoska 7, 02-675 Warszawa
tel. (prefix) (22) 87 44 113


Masz problem z poprawnym wyświetleniem newslettera? Kliknij tutaj, aby otworzyć go w Twojej przeglądarce.

Powyższa wiadomość została wysłana przez system prenumeraty elektronicznej serwisu www.opinie.pl.
Jeśli nie chcesz otrzymywać naszego newslettera, kliknij na ten link, aby automatycznie wypisać się z naszej bazy danych: WYPISANIE