Twój Punkt Widzenia Newsletter

46/2008

 
Twój Punkt Widzenia Newsletter

Drodzy Paneliści!

Dużą część dzisiejszego Biuletynu badania "Twój Punkt Widzenia" poświęciliśmy Listom od Was, które przychodzą na adres: pomoc@opinie.pl. To one właśnie stały się inspiracją do zajęcia się literaturą w postaci cyfrowej - o e-książkach piszemy w dziale Zakamarki sieci. Nie zabrakło też stałych elementów, czyli działu Ci szaleni naukowcy oraz zabawy w Prawdę czy fałsz. Życzymy Wam miłej lektury!


Zakamarki sieci - Co zamiast papieru?

Od czasów Gutenberga technologia druku bardzo się zmieniła, wciąż jednak chodzi o to, by na białym arkuszu odbić czarne literki. To technologia "konwencjonalna". Ma sporo wad: z raz zadrukowanego papieru nie da się łatwo wywabić treści, zużywamy więc mnóstwo energii i zasobów na produkcję nowych kartek. Coraz częściej zamiast arkusza papieru używamy komputerowego monitora, a i dokumenty przesyłamy w formie elektronicznej. Powszechne stają się komputery, które możemy zabrać ze sobą zabrać dosłownie wszędzie. To jeszcze nie koniec: powstają cienkie wyświetlacze, które można składać i rolować niczym kartkę papieru. Coraz więcej publikacji staje się dostępnych - jak nasz Biuletyn - w formie elektronicznej. Czy to początek końca epoki druku?

W ubiegłym roku świat obiegła piorunująca wieść: inżynierowie i naukowcy opracowali elastyczny arkusz, cieńszy niż 1 mm, który prezentuje kolorowe obrazy. Ma też sporo innych zalet: na przykład pobiera energię tylko przy zmianie obrazka, gdy zaś wyświetlana treść się nie zmienia, nie potrzebuje energii. Po raz pierwszy pokazano urządzenie, które ze spokojnym sumieniem można było nazwać e-papierem. To oczywista rewolucja, ale bez przesady - ci, którzy chcieli przeczytać elektroniczny tekst na ekranie przenośnego komputera z tradycyjnym wyświetlaczem LCD - np. palmtopa - też nie mogli narzekać. Jest też cała gama urządzeń wyspecjalizowanych w prezentacji elektronicznych publikacji, zwanych e-readerami. Dzięki e-papierowi ich wyświetlacze będzie można rozwijać, staną się większe i bez wytężania wzroku będzie można na przykład w drodze metrem do pracy przejrzeć internetowe wydanie ulubionej gazety.

A zatem - narzędzia już mamy. A co z treścią? Dziś już nawet lokalne gazety mają swe internetowe wydania - zwykle w formie portali. Wiele gazet i czasopism można pobrać jako pliki będące odzwierciedleniem wydań papierowych. Kupuje się zatem tylko treść - bez nośnika. Ten wszak mamy: to mniejszy lub większy, bardziej lub mniej przenośny komputer lub e-reader, który zastępuje nam papier. Nie inaczej jest z książkami.

Elektroniczne wydania książek nazywa się e-bookami. W internecie znajdziemy właściwie wszystko - od najnowszych bestsellerów po takie dzieła jak "De Revolutionibus" Mikołaja Kopernika (bezpłatnie w zbiorach elektronicznej Biblioteki Jagiellońskiej: http://www.bj.uj.edu.pl/bjmanus/revol/plist_p.html). W ramach Cyfrowej Biblioteki Narodowej (http://www.polona.pl/dlibra/) można na przykład zapoznać się z takimi zabytkami piśmiennictwa jak "Psałterz floriański" czy "Kazania świętokrzyskie", ale również przeczytać "Krzyżaków" Sienkiewicza.  Wciąż powstają też nowe cyfrowe biblioteki (ich lista pod adresem: http://www.bg.pw.edu.pl/bwirtualne.html ), gdzie w formie cyfrowej dostępne są wybrane dzieła. Ciekawą inicjatywą jest na przykład udostępnienie niektórych szkolnych lektur w internetowej bibliotece pod nazwą Wolne Lektury (http://www.wolnelektury.pl/katalog/ ). Również na świecie digitalizuje się - czyli przetwarza na formę cyfrową - literackie dziedzictwo kulturowe. Takie prace prowadzi n.p. Kongres USA. Kilka dni temu ruszyła też Europejska Biblioteka Cyfrowa, tworzona z inicjatywy Komisji Europejskiej. Zainteresowanie było tak ogromne, że następnego dnia po otwarciu administratorzy musieli zamknąć stronę z powodu przeciążenia serwerów. Ponownie ma być otwarta w połowie grudnia. Imponująca jest jednak zawartość biblioteki: znalazła się tam kolekcja pół tysiąca dzieł Picassa, "Boska komedia" Dantego, angielska "Wielka Karta Swobód", rękopisy Mozarta, Beethovena i Chopina, taśmy filmowe dokumentujące najważniejsze wydarzenia XX wieku, plakaty, kartki pocztowe, nagrania dźwiękowe, zdjęcia. W projekt zaangażowało się tysiąc instytucji: bibliotek, muzeów i archiwów z 27 krajów członkowskich (Polskę reprezentuje Biblioteka Narodowa).

Były też eksperymenty, polegające na próbie połączenia tradycyjnych form z rozwiązaniami multimedialnymi. Oto niemieckie wydawnictwo Fiz Chemie Berlin zaprezentowało podręcznik chemii, który z zewnątrz nie różnił się niczym od zwykłej książki. W odpowiednich miejscach zawierał jednak zakodowane w kodzie kreskowym odnośniki, które odczytać można było specjalnym czytnikiem, podłączonym do komputera. Po zeskanowaniu kodu z książki, komputer łączy się ze stroną internetową wydawnictwa, na której prezentowane są odpowiednie, na bieżąco aktualizowane treści multimedialne.

Wydawcy książek również oswajają się z internetem. Dwa duże wydawnictwa: Random House i HarperCollins, udostępniły na przykład specjalne narzędzia do przeglądania i udostępniania fragmentów książek na stronach www i w blogach. Niedawno zaś gigant w sieci - firma Google, która od 2004 roku rozwija projekt Google Book Search , zawarła sądową ugodę z wydawcami, pozwalającą na umieszczenie w sieci wielu nowych pozycji.

Coraz częściej też wydawcy książek decydują się - podobnie, jak to czynią wydawcy muzyczni - na udostępnienie jakiegoś tytułu i oczekiwanie na dobrowolną opłatę.

Wszystko to przyćmił znany pisarz Paulo Coelho, który przyznał się do udostępniania w sieci swoich dzieł. Nie do końca podobało się to wydawcom, ci bowiem nie mogli oficjalnie pochwalić łamania praw autorskich do tłumaczeń (tłumaczenie jakiegoś dzieła to w myśl prawa autorskiego odrębny utwór). Coelho jednak sam nazwał się piratem i dowodzi, że udostępnianie internautom darmowych kopii książek okazuje się doskonałym sposobem na ich promocję i zwiększenie sprzedaży. Kiedy w sieci pojawiło się rosyjskie wydanie "Alchemika", również w księgarniach sprzedaż książki zaczęła gwałtownie rosnąć. Zdaniem Coelho to dowód na to, że czytelnicy chcą przekonać się,czy książka im się podoba, potem zaś rozkoszować się nią w tradycyjnej, szeleszczącej kartkami i pachnącej świeżą farbą drukarską formie. I to chyba odpowiedź na pytanie o zmierzch druku - przez wiele następnych lat nic nie zastąpi tradycyjnej książki, czytanej w ulubionym fotelu.


Listy od Was na: pomoc@opinie.pl

Listy od Was - nadchodzi ich coraz więcej - są bardzo ciekawe. Cieszymy się, gdy piszecie miłe słowa, tak jak jedna z naszych Czytelniczek:

Od jakiegoś czasu otrzymuję od Państwa artykuły. Z początku nie bardzo miałam ochotę je czytać, ale po zapoznaniu się z jednym z nich zaglądam do każdego pojawiającego się tekstu.

To niezwykły komplement dla autora. Czyż może być coś przyjemniejszego, niż przeczytać – jak w innym liście:

Bardzo zaciekawiły mnie poruszane tematy, są one świetnie opracowane. Pozdrawiam twórców i czekam na kolejne pomysłowe artykuły :D

Inna z naszych Panelistek, pani Hania (dziękujemy za miłe słowa, dotyczące tekstu o budzikach) pisze:

Moim zdaniem trochę za dużo jest poświęconych komputerom i internetowi. Myślę, że wielu Panelistów chciałoby poczytać również o książkach ;P Dla tych, którzy nie lubią wchodzić w świat książek, można nawiązać do e-bookow, które stają się coraz bardziej popularne. I w ten sposób będziemy mieli połączenie tradycji z nową technologią ;) A może nawet uda się przekonać do książek nawet tych, którzy patrzeć na nie nie chcą?

Postanowiliśmy skorzystać z tej rady i dziś w Biuletynie zamieszczamy tekst specjalnie dla Pani.Cieszymy się też, że Waszą uwagę przykuł tekst o oszczędzaniu energii i urządzeniach, które pobierają energię także w trybie uśpienia. Przypomnijmy, że powstał również z inspiracji Czytelniczki Biuletynu. Teraz na ten temat napisała inna z naszych Panelistek:

Nareszcie zaczyna się o tym mówić, i to w różnych mediach, a pora najwyższa, wszak "grosz do grosza"... Oszczędzanie jest chyba pozytywnie skorelowane z zamożnością (no, może pomijając nowobogackich). Jestem fanką energii odnawialnej; chciałabym zobaczyć miejscowość masowo "uzbrojoną" w panele słoneczne, ba sama chętnie bym takie zainstalowała, ale wielkość mojej dziupli znajduje się poniżej skali opłacalności inwestycji.

Panelistka dodaje także, że stara się zachowywać racjonalnie: m.in. wyłącza z sieci urządzenia z "trybem czuwania", używa żarówek energooszczędnych. Oby tak dalej!

Nadszedł jeszcze jeden list dotyczący tekstu o oszczędzaniu energii:

Nie byłbym sobą, gdybym nie sprawdził Waszych obliczeń dotyczących strat energii elektrycznej. Liczba 50 TWh, przypuszczalnie - rocznie, jest prawdopodobna, bo w przeliczeniu na 1 mieszkańca UE daje ok. 150 kWh strat rocznie. Ja swoje straty szacuję na ok. 100 kWh rocznie, czyli 50 na osobę, ale ja jestem oszczędny. Ale do wyprodukowanie tej ilości energii nie potrzeba aż 16 "dymiących" elektrowni, bo musiały by one mieć moc po ok. 400 MW, co nie jest mocą zbyt wielką w porównaniu np. z Bełchatowem (4300 MW) czy Turowem (2000 MW). Wystarczyłyby więc te dwie, co i tak jest dużo za dużo. Ponadto elektrownie tak strasznie nie dymią, wiejskie i miejskie domy, opalane węglem, są pod tym względem znacznie groźniejsze. Ogólnie rzecz biorąc, energetyka i rolnictwo, są największymi trucicielami środowiska, ale bez nich żyć się nie da.

Wspomniane przez Pana elektrownie mają sporą moc - Bełchatów jest bodaj największą polską elektrownią. Nie brak jednak w naszym kraju mniejszych - o mocy elektrycznej zaledwie 200 megawatów (MW). Na stronie http://www.elektrownie.com.pl/ znaleźliśmy ciekawe wyliczenie, dotyczące 105 pracujących w Polsce bloków energetycznych (w skład elektrowni lub elektrociepłowni może wchodzić kilka takich bloków). 63 z nich to bloki o mocy 200 MW, 23 bloki o mocy 120 MW, 16 bloków o mocy 360 MW, dwa bloki energetyczne o mocy 500 MW oraz jeden o mocy 486 MW. Fakt, że wiele elektrowni ma zainstalowane specjalne filtry, których - rzecz jasna - nie ma w domach opalanych węglem. Wracając jednak do energii elektrycznej: w tekście próbowaliśmy zachęcić do racjonalniejszego jej wykorzystania, niż przekonać, że energetyka jest zła.

List Panelistki z numeru 44/2008 spotkał się ze sporym zainteresowaniem innych czytelników Biuletynu. Na ten temat nadeszło sporo listów, dotyczących głównie różnicy między masą a ciężarem:

Wydaje się, że Autorce pytania "dlaczego przedmioty ważą?" należałoby zwrócić uwagę na jego nieprecyzyjność. Waga to tylko przyrząd do mierzenia ciężaru; przedmioty, a właściwie wszystko co jest materialne, mają pewną masę, a i masa jest tylko miarą innej własności, czyli bezwładności. Tak przynajmniej sądzi Richard Feynman, co można wyczytać w I tomie jego "Wykładów z fizyki" na stronie 140 - zwraca uwagę nasz Panelista, dodając: Ciężar, czyli chyba ta "waga", o którą pyta Autorka, każdego ciała zależy od sytuacji w jakiej dany przedmiot się znajduje. Inny jest jego ciężar na równiku, inny na biegunie, jeszcze inny na Księżycu. Przy odrobinie dobrej woli każdy przedmiot może też pozbyć się swego ciężaru, np. Autorka może tego dokonać skacząc krzesła lub, jeśli Ją na to stać, wybierając się w podróż kosmiczną. Pomieszanie tych pojęć jest dość częste, a wynika, zdaniem Feynmana, z przyjęcia, że na powierzchni Ziemi ciężar i masa są liczbowo równe, choć obie wielkości są mierzone w różnych jednostkach – ciężar w kG, masa - w kg.

Dziękujemy Panu za wyjaśnienia! Nie tylko Panelistka zadająca pytanie, ale i inni Paneliści z pewnością z przyjemnością zapoznali się z tak szczegółowym opisem zagadnienia. Od nas dodajemy tylko wyjaśnienie dotyczące jednostek: kG to dawne określenie kilograma-siły (dziś częściej określane francuskim skrótem kgf) - w odróżnieniu od kilograma masy - kg. Kilogram-siła to siła, z jaką Ziemia przyciąga masę 1 kg w miejscu, w którym przyspieszenie ziemskie wynosi 9,80665 m/s kw.

Dziękujemy serdecznie za wszystkie listy i prosimy o więcej!



W Newsletterze:

Zakamarki sieci - Co zamiast papieru?
Listy od Was na: pomoc@opinie.pl
Ci szaleni naukowcy – Zadziałał "kosmiczny internet"

Prawda czy fałsz - pytania

1. Amerykańska armia chce wydać 25 mln dolarów na grę komputerową.

2. W poszukiwaniu przestępców Interpol na dużą skalę sprawdza sieci społecznościowe.

3. Rosyjscy halerzy kradną prace domowe brytyjskich uczniów.


Ci szaleni naukowcy – Zadziałał "kosmiczny internet"

Uczeni stanęli przed poważnym problemem transmisji danych na kosmiczne odległości. Na Ziemi najpopularniejszy jest protokół TCP/IP, ale w kosmosie się nie sprawdza. Właśnie przeprowadzono jednak próby między bazami NASA a sondą kosmiczną znajdującą się 30 mln kilometrów od Ziemi. Wykorzystano przy tym zaprojektowany specjalnie do tego celu protokół DTN (Disruption-Tolerant Networking - ang. "sieć odporna na zakłócenia"). Jaka jest różnica? Gdy komputery na Ziemi przesyłają sobie sygnał przy użyciu tradycyjnych metod, opóźnienia liczone są w milisekundach. Jeśli jakiś pakiet danych nie dotrze w określonym czasie - jest po prostu odrzucany i wysyłany od nadawcy jeszcze raz. W kosmosie opóźnienia liczone są w godzinach i zasada jest taka: każda stacja pośrednicząca przetrzymuje transmitowane dane, dopóki nie zostaną z powodzeniem przekazane odbiorcy. Protokół DTN ma być w przyszłości podstawą rozciągającego się na cały Układ Słoneczny międzyplanetarnego Internetu, za pomocą którego będą mogły komunikować się ze sobą stacje orbitalne, satelity, bezzałogowe sondy, roboty, stacje naziemne, a także mieszkańcy baz zlokalizowanych na Księżycu i na Marsie.


Prawda czy fałsz – odpowiedzi

1. Fałsz. Nie 25 mln, ale 50 mln dolarów. Reszta się zgadza. Gra służyć będzie do szkolenia żołnierzy.

2. Prawda. Dlaczego nie skorzystać z tak bogatej bazy danych, dostępnych bez większego problemu? Sieci społecznościowe zmieniają sposób kontaktów międzyludzkich, a to otwiera przed służbami policyjnymi wiele nowych możliwości - przyznał sekretarz generalny Interpolu Ronald Noble.

3. Fałsz. Takiej wymówki używają jednak brytyjscy uczniowie, by wykręcić się, gdy zostają przyłapani na braku pracy domowej. Innymi wymówkami z dziedziny komputerów są: "PC eksplodował, gdy załatwił się na niego pies", "wylałem butelkę jabłecznika na komputer" i "włamywacz ukradł wydrukowaną właśnie pracę domową".


Twój Punkt Widzenia Newsletter
Interaktywny Instytut Badań Rynkowych Sp. z o.o.
ul. Wołoska 7, 02-675 Warszawa
tel. (prefix) (22) 87 44 113


Masz problem z poprawnym wyświetleniem newslettera? Kliknij tutaj, aby otworzyć go w Twojej przeglądarce.

Powyższa wiadomość została wysłana przez system prenumeraty elektronicznej serwisu www.opinie.pl.
Jeśli nie chcesz otrzymywać naszego newslettera, kliknij na ten link, aby automatycznie wypisać się z naszej bazy danych: WYPISANIE