 |
Drodzy Paneliści!
Kiedy budzik wyrywa nas z głębokiego snu, bywa ciężko. Rozpoczyna się nowy dzień, ale niekiedy trudno z siebie wykrzesać choć odrobinę optymizmu. Innym razem wstajemy rześcy, wypoczęci i pełni dobrych myśli. Na pytania, dlaczego tak się dzieje i jak osiągnięcia medycyny i technologii mogą nam w tym pomóc - postaramy się odpowiedzieć w dziale "Styl życia". Dwa tygodnie temu prosiliśmy o listy i przemyślenia, dotyczące tego, co dla Was przygotowujemy. Dziś pierwszy z nich w dziale "Listy od Was na: pomoc@opinie.pl". To miejsce dla Was. Dzielcie się z nami i z innymi Panelistami Waszymi przemyśleniami i opiniami. Komentujcie. W tym wydaniu Biuletynu badania "Twój Punkt Widzenia" nie zabraknie stałych elementów - działu "Ci szaleni naukowcy" i zabawy w "Prawdę czy fałsz". Zapraszamy do lektury.
Styl życia - Łagodnie wstać
Któż z nas nie zna trudnych przebudzeń - gdy budzik bezlitośnie wyrywa nas z objęć Morfeusza, gdy człowiek oddałby wszystko za "jeszcze pięć minutek", gdy świat poza kołdrą wydaje się zimny i nieprzyjazny... Przyjrzyjmy się zatem przebudzeniom - czy wszystkie są tak samo nieprzyjemne? Czy można uczynić coś, aby poranne wstawanie uczynić lżejszym? I w jaki sposób ściągnąć z łóżka śpiocha? Wiele zależy od tego, czy jesteśmy wyspani, czy też niedospani. W natłoku codziennych obowiązków - zauważają psychologowie - spychamy konieczność snu na dalszy plan. To oczywisty błąd, ale cóż zrobić. Specjaliści od higieny snu podają, że przeciętny Polak po trzydziestce roku życia śpi około 7 godzin na dobę, czyli absolutne minimum dla dorosłego. Oczywiście, wiele zależy od indywidualnych cech, dlatego niektórym wystarczy kilka godzin, inni niewyspani są nawet po dziesięciu godzinach snu. Zostawmy na chwilę teorię i wróćmy do praktyki, czyli budzenia. Jedni potrzebują do tego zaledwie dotknięcia lub cichego dźwięku, innych obudzić może tylko dzwon lub strzał z haubicy. Skonstruowanie pierwszego budzika przypisuje się Platonowi - miał to być wodny zegar, wyposażony w zbiorniczek, z którego o określonej porze przez gwizdek uchodziło powietrze. Od tego momentu - roku 400 p.n.e. - zadzwoniło już wiele budzików. Dziś producenci urządzeń do budzenia prześcigają się w pomysłach. Jedni stawiają na skuteczność budzenia, inni głowią się, jak tę nieprzyjemną czynność, jaką jest wstawanie, uczynić bardziej znośną. Niewątpliwie do pierwszej grupy należą budziki na kółkach, uciekające przed właścicielem i przeraźliwie dzwoniące. Takie właśnie urządzenie opracowali uczeni z szacownego skądinąd Massachusetts Institute of Technology. Zostało uhonorowane nagrodą "Ig Nobla" z dziedziny ekonomii w 2005 r. Pomysłowe? Owszem, bo zmusza do wstania i poszukania upiornego budzika. Inna sprawa, czy właściciel budzika, postawiony w ten sposób na nogi, będzie szczęśliwy. Do tej kategorii budzików skutecznych, ale niekoniecznie "przyjaznych" można również zaliczyć urządzenie zawieszane nad łóżkiem, które po każdym aktywowaniu funkcji drzemki, podciąga się o kilka centymetrów w górę. Producentom "skutecznych" budzików zazwyczaj chodzi o to, by zmusić budzonego do wstania lub jakiejś aktywności. Jeden z nich przypomina dziecięcą zabawkę - proste puzzle na wierzchu urządzenia. Kiedy budzik dzwoni, wystrzeliwuje klocki. By go wyłączyć - musimy je na powrót umieścić w wyznaczonych miejscach. Inny, niczym kura, składa 5 jajek. Trzeba je umieścić z powrotem w urządzeniu, by przestało dzwonić. Szkopuł w tym, że niekiedy jajka potrafią się potoczyć w najciemniejszy zakamarek. Są też urządzenia, które dudnią i podskakują, oddalając się od łóżka. Wszystko po to, by zmusić "ofiarę" do ruchu. Były również inne pomysły, które zazwyczaj nie doczekiwały się masowych zastosowań, jak na przykład wywracające się łóżka czy budziki z armatkami wodnymi. W sprzedaży jest również cała kategoria budzików bezczelnych, jak figurka sierżanta, wydająca "wojskowe" komendy do wstania. Jest pozornie przyjacielski potwór, który zaczyna budzić łagodnymi, czułymi prośbami, wraz z upływem czasu przekraczający jednak granice dobrego smaku. Wyłączyć go można... targając za szyję. Są też urządzenia, które pozwalają wyładować swoją energię: w kształcie piłki, wyłączające się dopiero, gdy z dużą siłą uderzymy nią o ścianę lub inne - w kształcie ciężarka do ćwiczeń, pozwalające się wyłączyć tylko po powtórzeniu kilkudziesięciu podniesień. O tym, jak bardzo budziki - nawet takie zwykłe, klasyczne, bez dodatkowych "przeszkadzajek" - potrafią dać się we znaki, nie trzeba nikogo przekonywać. Powstały więc również takie, które mają nas obudzić jak najdelikatniej. Do tej grupy należy choćby poduszka z dodatkowymi funkcjami. W odróżnieniu jednak od takich, które dzwonią, wyją i podskakują, ta budzi tylko światłem. Na 40 minut przed czasem pobudki, poduszka zaczyna delikatnie świecić, stopniowo wzmacniając moc przed wyznaczoną godziną. Twórcy urządzenia twierdzą, że to wystarczy do skutecznego obudzenia. Inny wynalazek, wyglądający jak dwie obrączki, wzrusza troską o pary ludzi śpiących wspólnie, ale wstających o różnych porach. Każde z nich zakłada obrączkę na palec i jest budzone bezgłośnie - poprzez wibracje. Osoba, która może dłużej pospać, nie będzie obudzona wcześniej. Od dawna wiadomo, że braki snu negatywnie wpływają na zdrowie fizyczne, stan emocjonalny i sprawność umysłową. Oczywiste jest, że kiedy nie możemy wyspać się do woli, wstać jest trudniej. Gdy budzimy się sami, wszystko przebiega znacznie łagodniej i wstajemy w lepszym humorze. Ta obserwacja skłoniła konstruktorów budzików do przyjrzenia się temu, jak śpimy, by budzenie było po prostu przyjemniejsze. Jak wiadomo, sen ma swoje cykliczne fazy - m.in. lekki sen i tzw. sen paradoksalny. Druga z wymienionych faz, którą u śpiącego poznamy po szybkich ruchach gałek ocznych pod zamkniętymi powiekami, to właśnie moment, w którym pojawiają się marzenia senne. Okazuje się, że gwałtowne wybudzenie w nieodpowiedniej fazie, może wpływać na samopoczucie nawet bardziej niż sama długość snu. Te fazy powtarzają się w ciągu nocy kilkukrotnie, bo cały cykl trwa ok. 90 minut. Wstaje nam się znacznie przyjemniej, jeśli nie trafimy z wrzeszczącym budzikiem w fazę snu paradoksalnego. Tak właśnie działa kolejna kategoria budzików - które monitorują nasz sen, by "wstrzelić" się z pobudką w odpowiedni moment. Jeden z nich, o nazwie Sleep Tracker, przypomina tandetny zegarek, potrafi jednak badać ruchy, jakie wykonujemy w nocy. Budzik w ustawionym wcześniej przedziale czasowym zaczeka na to, aż wyjdziemy z fazy głębokiego snu i będziemy się poruszać. Dopiero wtedy włączy się alarm. Urządzenie było wielokrotnie nagradzane, zostało nawet wybrane jednym z najbardziej zadziwiających wynalazków i nowości roku 2005 według magazynu "Time". Jeszcze skuteczniejszy sposób określania faz snu opracowali współpracujący ze sobą naukowcy z uniwersytetów w Tempere i w Helsinkach. Polega na analizie dźwięków, wydawanych przez śpiącą osobę. Opracowano nawet aplikację, która zmienia zwykłą komórkę z wbudowanym mikrofonem w "przyjazny budzik". Najbardziej bodaj zaawansowany jest budzik, który analizuje nasze fale mózgowe, czyli stosuje "laboratoryjną" metodę określania, co w danym momencie dzieje się ze śpiącym. To z kolei wynalazek pochodzący z Brown University w Rhode Island. Szkopuł w tym, że przed snem należy założyć na głowę specjalną opaskę z elektrodami i mikroprocesorem, która przekaże do właściwego budzika dane o fazie snu. W zamian jednak zostaniemy obudzeni dokładnie w momencie, gdy po raz ostatni przed wyznaczonym terminem pojawi się lekki sen. Czy taka właśnie jest przyszłość budzików? Uczeni coraz uważniej przyglądają się funkcjonowaniu naszego zegara biologicznego i ośrodków w mózgu, odpowiedzialnych za rytmy aktywności. Dobry sen jest bowiem bardzo istotny dla zdrowia, sprawności umysłowej, stanu emocjonalnego i po prostu dla wydajności w pracy.
|
 |
 |
W Newsletterze:
Prawda czy fałsz - pytania
1. W 2007 r. ponad 8 mln osób w Polsce skorzystało z mobilnego dostępu do sieci. 2. Park narodowy Saguaro w Arizonie będzie wyposażać kaktusy w chipy. 3. W Bawarii adres IP zalicza się do danych osobowych.
Ci szaleni naukowcy - Tak reżyser widzi pielęgniarkę
Pewien naukowiec z Australii opracował ciekawy raport na temat... wizerunku pielęgniarek w filmach, produkowanych przez ostatnie sto lat. Przejrzał 36 tysięcy amerykańskich, brytyjskich, europejskich, kanadyjskich, japońskich i australijskich scenariuszy filmowych, obejrzał ponad 280 filmów z ostatniego stulecia. Wszystko po to, by stwierdzić, że na początku XX wieku pielęgniarki przedstawiane były jako bohaterskie, romantyczne i altruistyczne, w połowie wieku pokazywano je najczęściej w horrorach jako psychopatki, zaś w obecnie produkowanych filmach pojawiają się jako silne kobiety z charakterem. Zdaniem uczonego, doktora Dawida Stanleya, z Curtin University of Technology, wizerunek pielęgniarek w filmach generalnie się poprawia. Wnioski? Pielęgniarki powinny być świadome, że ich zawód bywa różnie przedstawiany w filmach. Jeśli chcecie na własną rękę poszukać pielęgniarek w filmach - zerknijcie do serwisu http://www.imdb.com (w języku angielskim) lub http://www.filmweb.pl/ (po polsku).
Listy od Was na: pomoc@opinie.pl
Prosiliśmy Was o opinie i komentarze dotyczące Biuletynów. Liczymy na to, że dowiemy się, co Was szczególnie poruszyło, co zafascynowało, a które z tematów przyjęliście chłodniej. Wszystko po to, by zaoferować Wam ciekawą lekturę. Piszcie też, jakimi tematami powinniśmy się zająć - bardziej radzić, czy pokazywać ciekawostki. Być może powinniśmy otworzyć łamy Biuletynu na Wasze dyskusje o tym, co Was poruszyło w lekturze? Póki co publikujemy list pewnego Panelisty. Oto do jakich przemyśleń natchnął go Biuletyn, poświęcony widowiskowym spektaklom przewracającego się domina: "Nasze życie to domino, uczymy się, pracujemy, bogacimy, a wszystko kończy się efektem domina - śmiercią. Jednak jesteśmy (w większości) optymistami i budujemy swoje "domina" przez całe życie - co zapewne sprawia nam przyjemność". Pozdrawiamy Pana i wszystkich innych Czytelników!
Prawda czy fałsz - odpowiedzi
1. Prawda. To dane, podane przez Urząd Komunikacji Elektronicznej. To liczba osób które w ciągu 2007 r. choć raz połączyły się z siecią przez urządzenia mobilne, jak laptopy, palmtopy, telefony komórkowe. 2. Prawda. Wszystko dlatego, że kaktusy Saguaro - od których pochodzi nazwa parku - padają łupem złodziei, a na czarnym rynku osiągają znaczne ceny. Władze parku (witrynę internetową znajdziemy pod adresem http://www.nps.gov/sagu/) zdecydowały się więc wyposażyć w chip każdy z 1,3 mln kaktusów. Czytniki na granicach parku mają alarmować o próbach kradzieży cennych kaktusów. 3. Fałsz. W sprawie adresów IP właśnie wypowiedział się bawarski sąd, uznając, że nie są danymi o charakterze osobistym. Właściciele stron internetowych odetchnęli. By ustalić, przez ile czasu dany użytkownik odwiedzał stronę, musieliby stosować rygorystyczne zapisy federalnej ustawy o ochronie danych.
|
 |