 |
Drodzy Paneliści!
Czy jest sens ogromnym nakładem pracy, żmudnie i mozolnie budować coś, wiedząc, że zostanie to zniszczone? Owszem. Bo celem jest właśnie wielka, widowiskowa katastrofa. Zapraszamy do działu "Styl życia", w którym Wam o tym opowiemy. W tym numerze Biuletynu nie zabraknie też działu "Ci szaleni naukowcy" i zabawy w "Prawdę czy fałsz". Zapraszamy.
Styl życia - Widowisko niszczenia
Powstają długo. Kilka dni lub nawet kilka tygodni. Wznoszone są żmudnie, przez całe zespoły ludzi. Jeden mały błąd, a misterne budowle rozsypią się na kawałeczki. Są piękne, ale od początku budowane z myślą o tym, że runą w kilka chwil. Gdy wszystko się wali - twórcy przeżywają chwilę tryumfu. Licznie zebrana publiczność z zapartym tchem obserwuje katastrofę... i towarzyszące jej efekty specjalne. Cóż to takiego? Budowle z domina. Nie mówcie, że nigdy nie próbowaliście ustawiać kamieni domina w rządek i, przewróciwszy pierwszy z nich, obserwować, jak przewraca on następny, a ten - kolejny kamień. Jest jakaś magia w dominie, jakiś potencjał do wykorzystania. Jeśli dysponowaliście jednym kompletem kamieni do gry, pewnie kończyło się na krótkim wężyku, być może na jednym rozgałęzieniu. Typowy komplet domina to zaledwie 28 kostek. Wyobraźmy sobie teraz 160 tysięcy takich kompletów, czyli 4,5 miliona kamieni do ułożenia oraz zespół prawdziwych specjalistów, którzy potrafią tak zaprojektować widowisko, by przewracające się wielobarwne domino tworzyło obrazy, odsłaniające się z przewróconych kamieni w ściśle ustalonych sekwencjach. Nie brakuje efektów specjalnych, takich jak mosty, równoważnie czy wyrzutnie, dzięki którym kamienie trafiają w jakiś oddalony punkt, by tam uruchomić kolejną lawinę zdarzeń. Prawdziwi profesjonaliści ustawiają z domina wysokie na kilka metrów repliki budynków. Na podłodze z kolorowych kostek układają oni wizerunki znanych postaci. To wszystko w mgnieniu oka zostaje potem zniszczone, ale niezapomniane wrażenia pozostaną. Tak właśnie wygląda finał święta domina, "Domino's Day", największej tego typu imprezy na świecie Co roku na "Domino's Day" przewija się inny motyw, widoczny w powstających budowlach. Co roku też uczestnicy stawiają sobie za cel pobicie rekordu liczby ułożonych i przewróconych kamieni. Kiedy 10 lat temu przewracał się ostatni z 1 605 757 kamieni, nikt nie myślał, że już dekadę później do zabawy zostanie użytych 4,5 miliona kostek. No, ale "Domino' Day" już dawno przekroczyło granice zabawy. Widowisko transmitują stacje telewizyjne na całym świecie, a ludzi do ekip budujących spektakl rekrutuje profesjonalna firma, która bada m.in. ogólną sprawność, wytrzymałość kręgosłupa, znajomość angielskiego i... odporność na stres. Budowniczowie tych fascynujących konstrukcji są narażeni na ogromny stres - tego nie da się ukryć. Jeden fałszywy ruch i widowisko rozpoczyna się przedwcześnie. W 2005 roku do pilnie strzeżonej hali, w której powstawała budowla, dostał się wróbel. Niespodziewany gość zdążył zrujnować 23 tysiące spośród 4,3 miliona ustawionych kamieni, zanim został zastrzelony. Po tym zdarzeniu przeciw "Domino's Day" protestowali ekolodzy. Wpadli oni na pomysł, by w pobliżu hali użyć młotów pneumatycznych i odtwarzać muzykę z potężnych głośników, tak by wibracje przewróciły misterne konstrukcje. Ostatecznie jednak ochroniarze i policjanci z psami ochronili halę, w której miało odbyć się święto, a wróblowi poświęcono przed imprezą minutę ciszy. Ale zabawa dominem to nie tylko wielkie imprezy. Każdy z nas może w zaciszu własnego domu zbudować fascynujące konstrukcje i pochwalić się innym, choćby w internecie. Budowle te powstają z mniejszej liczby kamieni domina, nie tracąc tym na atrakcyjności . Zabawa w przewracanie domina zmieniła się z czasem. Do kamieni domina dodano kulki, wiatraczki, pochylnie, zapadnie i inne proste mechanizmy. Cała zabawa nazwana została mianem "kinetic art" . Jednak idea wciąż pozostaje ta sama: z przewracających się i wprawionych w ruch przedmiotów uczynić widowisko. Nie wiadomo też, kiedy jakiś znudzony urzędnik doszedł do wniosku, że zamiast domina wystarczą mu biurowe akcesoria. Tak powstało office domino, do którego zaprzęgnięto plastikowe kubeczki, spinacze, zszywacze, długopisy, kartki papieru, segregatory, puszki po napojach, a nawet tablice kreślarskie, wentylatory, kserokopiarki i windy - jednym słowem to wszystko, co można spotkać w firmie. Okazuje się, że pomysłowość znudzonych pracowników jest niewyobrażalnie wielka! We wszystkich odmianach zabawy chodzi o to samo, co w budowlach z domina: o kontrolowany i precyzyjnie zaplanowany ruch, który jest przecież nie do zatrzymania. Przewrócenie jednego kamienia powoduję lawinę wydarzeń, co wzbudza podziw w oczach widzów.
|
 |
 |
W Newsletterze:
Prawda czy fałsz - pytania
1. 200 mln dolarów ma kosztować podmorski kabel, który połączy Afrykę z resztą świata. 2. 30 proc. Polaków płaci swoje rachunki przez internet. 3. W Chicago do zgłoszenia na numer alarmowy można załączyć film lub zdjęcie.
Ci szaleni naukowcy - Lawenda, by nie bać się dentysty
Badacze z King's College w Londynie twierdzą, że zapach lawendy łagodzi stres przed wizytą u dentysty. Takie wnioski płyną z badania przeprowadzonego na 340 pacjentach, z których część czekała w pachnących lawendą poczekalniach, a część - nie. Mniej zdenerwowani okazali się ci wdychający aromat. Nie da się ukryć, że zdenerwowanie pacjentów tylko przeszkadza lekarzowi. Niektórzy z nich stosują wobec szczególnie zestresowanych osób hipnoterapię bądź udzielają uspokajających porad. Dotąd nie próbowano jednak skorzystać z aromaterapii. Lekarze z Brytyjskiego Towarzystwa Stomatologicznego z mieszanymi uczuciami przyjęli wyniki badań, ale na wszelki wypadek zaczęli rozpylać w swych gabinetach delikatną woń lawendy.
Prawda czy fałsz - odpowiedzi
1. Prawda. Ruszyły właśnie prace nad położeniem na dnie Oceanu Indyjskiego kabla o nazwie Uhurnet (co oznacza "wolność"). Dziś komunikacja z Afryką odbywa się poprzez drogie łącza satelitarne. W projekcie bierze udział siedem afrykańskich krajów, a prace koordynuje organizacja New Partnership for Africa's Development (www.nepad.org). Kabel ma być gotowy w 2010 r. 2. Fałsz. Jak wynika z raportu Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, tylko 14 proc. Polaków płaci rachunki przez internet. Są to najczęściej ludzie młodzi, dobrze wykształceni, mieszkający w dużych miastach. 3. Fałsz. Nie w Chicago, ale w Nowym Jorku. System działa tak: każdy, kto chce załączyć materiał multimedialny do zgłoszenia na alarmowy numer 911, musi poinformować o tym przyjmującego zgłoszenie. Pracownik centrum zarządzania zgłoszeniami podaje wtedy adres, pod który należy wysłać plik z filmem lub zdjęciem. W przyszłości pliki multimedialne, udostępnione przez zgłaszających przestępstwo, mają być przekazywane bezpośrednio do radiowozów.
|
 |