Twój Punkt Widzenia Newsletter

35/2008

 
Twój Punkt Widzenia Newsletter

Drodzy paneliści!

W dzisiejszym numerze biuletynu przeczytacie o różnych pomysłach na mieszkanie. Niektórym wystarczy skromne "M3" w bloku, a inni - jak śpiewali Starsi Panowie - chcą willi z ogródkiem, garażu i auta. Są i tacy, którzy chcą żyć jeszcze inaczej: w mieście, ale na dużej powierzchni, a w dodatku niekonwencjonalnie. Dla nich właśnie powstały lofty. O modzie na mieszkania, urządzane w pofabrycznych budynkach piszemy dziś w dziale "Taki jest świat". Będzie też, jak zwykle, zabawa w "Prawdę czy fałsz", zaś w dziale "Ci szaleni naukowcy" opowieść o matematycznych wzorach, które wyznaczać mają nasze szczęście.


Taki jest świat - Zamieszkać w fabryce

Na początku chodziło o to, by połączyć sprzeczności: mieszkanie miało być przestronne, niebanalne, a do tego tanie. Udało się. Pierwsze mieszkania w poprzemysłowych dzielnicach amerykańskich miast takie właśnie były. Z czasem nastała na nie nieprzemijająca do dziś moda. Coraz częściej, zamiast setek metrów powierzchni, lofty są wielkości kawalerki w bloku, a cenę winduje sama ich nazwa.

Tak na dobrą sprawę nikt nie wie, czyim pomysłem było urządzenie sobie mieszkania w opuszczonej fabryce. Zapewne stało się to raczej z przymusu niż z chęci mieszkania w oryginalnym otoczeniu - na początku XX wieku takie lokum było zimne, brzydkie i mało przyjazne. Taki stan rzeczy utrzymał się zresztą jeszcze przez kilkadziesiąt lat. Nikt wtedy nie używał nazwy "loft", zapewne częściej padało  słowo "rudera". Zaletą były niskie ceny takich lokali. I dopiero w połowie ubiegłego wieku lofty - wciąż tanie - zaczęły zyskiwać na znaczeniu, gdy zainteresowali się nimi nowojorscy artyści. Były to wprost idealne miejsca dla ludzi awangardowych, niezbyt zamożnych i potrzebujących przestrzeni.

Tak właśnie sławę zdobyła nowojorska dzielnica SoHo, gdzie artyści od lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku osiedlali się w opuszczonych, zaniedbanych, zabytkowych magazynach i zakładach, niegdyś będących częściami fabryk dziewiarskich, wytwórni szkła czy porcelany. W połowie lat osiemdziesiątych SoHo przestało być modne. Z czasem za artystami podążyli ci, którzy cenią sobie niestandardowe rozwiązania architektoniczne, a potem - po prostu ci, którzy podążają za modą. Lofty zwyczajnie zaczęły być w dobrym stylu, oznaczać luksus i prestiż. I drożeć. A tego już artystyczna bohema znieść nie mogła.

Słowo "loft" zostało zapożyczone z języka islandzkiego. Słowo to oznacza przestrzeń, powietrze. Takie właśnie są lofty, czyli z założenia lokale wielkopowierzchniowe, mające często grubo powyżej 100 metrów kwadratowych, więcej niż jeden poziom powierzchni mieszkalnej i wysoki sufit.

Trzeba przyznać, że urządzenie przestrzeni fabrycznej w taki sposób, by nie zatraciła zimnego, industrialnego charakteru, a jednocześnie - by ją "oswoić" i by nadawała się do zamieszkania, to trudne zadanie. Ale to, co wydawało się poważną wadą, czyli stare mury, resztki instalacji, rury, wsporniki, dźwigary, windy towarowe - dało się umiejętnie wkomponować w mieszkania lub nawet wykorzystać. W dodatku, jak twierdzą urbaniści, moda na lofty powoduje odradzanie się starych, zaniedbanych dotąd, poprzemysłowych dzielnic miast. To z kolei skutkuje wzrostem wartości terenu. Na świecie podobne procesy rewitalizacyjne starych kompleksów fabrycznych, portów, magazynów trwają już od kilku lat. Dzięki nim ożywają nie tylko same budynki, lecz także dzielnice, w których się one mieszczą.

Ta niezwykła popularność pofabrycznych mieszkań spowodowała, że ich ceny wzrosły. Lofty już dawno przestały być mieszkaniami ludzi ubogich. Dziś przeciętne ceny takich mieszkań są większe nawet o jedną trzecią od średniej ceny lokali w tym samym mieście. W dodatku wcale nie jest już łatwo o opuszczone fabryki czy magazyny. Czasami - gdy do przebudowy są przygotowywane obiekty zabytkowe - nierzadko następują problemy prawne. Wiekowe budynki często objęte są ochroną konserwatorską, rzadko więc można zmieniać ich fasady czy choćby dobudowywać tarasy lub balkony. Odpowiedzią był nowy produkt - "oszukane" lofty, czyli budowane od nowa domy o wyglądzie charakterystycznym dla starych fabryk.

Do Polski moda na fabryczne mieszkania dotarła stosunkowo niedawno. Moda na lofty zaczęła się od przebudowy XIX-wiecznej przędzalni Karola Scheiblera w Łodzi. Łódź to miasto jakby stworzone do tego, by urządzać w nim lofty, choć z powodu swego przemysłowego charakteru nie wszystkim przypada do gustu. Fabryka Scheiblera nie była jednak pierwsza. Pierwszy w Polsce loft urządził sobie architekt Przemko Łukasik w dawnych Zakładach Górniczo-Hutniczych "Orzeł Biały" w Bytomiu. Tam w budynku dawnej lampiarni, umieszczonym na potężnych, żelbetowych słupach powstał słynny Bolko Loft, zamieszkały jedynie przez rodzinę architekta. W budynkach dawnej fabryki Polskich Zakładów Optycznych w Warszawie powstaje kolejny taki obiekt. Inny - w byłym browarze Kobylepole w Poznaniu, zamkniętym w 1975 roku. Do niedawna jeszcze straszyły tam obdrapane, stare, olbrzymie kadzie, resztki starych rur i instalacji wystających z wykafelkowanych ścian. Luksusowe apartamenty powstają m.in. w pofabrycznych budynkach na terenie dawnych zakładów Róży Luksemburg na Woli w Warszawie, w dziewięćdziesięcioletnim młynie w Krakowie, w dawnym pasażu handlowym Pokoyhofa we Wrocławiu czy w XIX-wiecznych budynkach starej przędzalni w Żyrardowie.

Któż nie chciałby w nich mieszkać? Są i tacy, którym charakterystyczny klimat loftów z ich fabrycznym wyglądem po prostu przeszkadza. Często nie mają ochoty żyć w otoczeniu ruin, straszących pustymi oknami. Nie potrzebują wielkich przestrzeni, wysokich sufitów i dużych rachunków za ogrzewanie. Większość jednak - być może to znak czasów - tęsknie wzdycha, myśląc: "A może by tak kiedyś zamieszkać w lofcie"?



W Newsletterze:

Taki jest świat - Zamieszkać w fabryce
Ci szaleni naukowcy - Najszczęśliwszy dzień roku to...

Prawda czy fałsz - pytania

1. Logo przeglądarki Firefox zostało stworzone na komputerze Atari ST.

2. Liczba adresów kończących się na chińskie "cn" przewyższa już liczbę tych z końcówką "net".

3. "The Times" udostępnił archiwalne artykuły od początku swojej działalności.


Ci szaleni naukowcy - Najszczęśliwszy dzień roku to...

20 czerwca - twierdzi psycholog Cliff Arnall, który obmyślił matematyczny wzór na obliczanie najszczęśliwszego dnia roku. Najszczęśliwszy dzień roku obliczamy tak: O+(NxS)+Cpm/T+He. To całkiem proste: "O" oznacza przebywanie na świeżym powietrzu, im dłużej, tym lepiej. "N" to natura. "S" odpowiada za spotkania z sąsiadami, znajomymi i przyjaciółmi. "Cpm" to pozytywne wspomnienia z dzieciństwa. "T" oczywiście jest symbolem temperatury, zaś "He" - wizją zbliżających się wakacji. O wzorze napisał brytyjski dziennik "Daily Telegraph", który dość przytomnie zauważył, że brakuje jeszcze "I" jak inflacja, oraz współczynników odpowiedzialnych za brak podwyżek i porażkę na Euro 2008. Zdaniem psychologa, najbardziej depresyjnym dniem roku jest 21 stycznia. Warto przypomnieć, że w 2006 roku ten sam psycholog uważał, że najmniej szczęśliwym dniem jest 24 stycznia, zaś najszczęśliwszym - 23 czerwca. Korzystał z tych samych wzorów.

Dodajmy, że naukowcy opracowali już m.in. matematyczne wzory na szczęście i na szczęśliwy związek. Ten pierwszy to dzieło innych brytyjskich uczonych - również psychologów, Carola Rothwella i Pete'a Cohena - twierdzących, że szczęście to suma cech osobistych (takich jak podejście do życia, umiejętność dostosowania się), pięciokrotności cech życiowych (zdrowia, stabilności finansowej, przyjaźni) i trzykrotności potrzeb wyższego rzędu (poczucia własnej wartości, ambicji, oczekiwań czy poczucia humoru). Drugi wzór, na szczęście w związku, to dzieło dr Hansa Bierhoffa z Instytutu Psychologii Społecznej Uniwersytetu w Bochum, który twierdzi, że każdą krytykę należy łagodzić co najmniej pięcioma komplementami. Z kolei Albert Einstein twierdził ponoć, że jeśli "a" oznacza szczęście, to jest ono sumą x - pracy, y - rozrywki oraz... z umiejętności trzymania języka za zębami.


Prawda czy fałsz - odpowiedzi

1. Fałsz. Na MacIntoshu G5. Jon Hicks, twórca znaczka z ognistym lisem, właśnie zamierza sprzedać ten historyczny (jakby nie było) komputer. Chce za niego 250 funtów, czyli około 1000 zł. Oferta jest pod adresem: www.flickr.com/photos/

2. Prawda. Tak wynika z badania przeprowadzonego przez firmę VeriSign, jedną z instytucji administrujących adresami.

3. Prawda. Archiwa obejmują okres od 1785 do 1985 roku. Na stronie archive.timesonline.co.uk/tol/archive/ można znaleźć na przykład tekst o egzekucji Marii Antoniny, królowej Francji w 1793 roku i bitwie pod Waterloo w 1815. Znajduje się tam także artykuł o początkach kariery Billa Gatesa.


Twój Punkt Widzenia Newsletter
Interaktywny Instytut Badań Rynkowych Sp. z o.o.
ul. Wołoska 7, 02-675 Warszawa
tel. (prefix) (22) 87 44 113


Masz problem z poprawnym wyświetleniem newslettera? Kliknij tutaj, aby otworzyć go w Twojej przeglądarce.

Powyższa wiadomość została wysłana przez system prenumeraty elektronicznej serwisu www.opinie.pl.
Jeśli nie chcesz otrzymywać naszego newslettera, kliknij na ten link, aby automatycznie wypisać się z naszej bazy danych: WYPISANIE