Twój Punkt Widzenia Newsletter

26/2008

 
Twój Punkt Widzenia Newsletter

Drodzy Paneliści!

Witamy w kolejnym wydaniu Biuletynu Twój Punkt Widzenia. Kilka dni temu świat obiegła wieść o kradzieży kilku niezwykle cennych obrazów ze szwajcarskiego muzeum. To nie jedyny taki przypadek w ciągu ostatnich kilkunastu lat. Dziś w dziale "Taki jest świat" piszemy o największych, najbardziej spektakularnych, ale i najbardziej bolesnych dla miłośników sztuki kradzieżach obrazów. Niektóre dzieła sztuki zostają odnalezione, inne tracimy bezpowrotnie. Zapraszamy też do działu "Ci szaleni naukowcy" oraz do zabawy "Prawda czy fałsz".


Taki jest świat - Podziwiane, bezcenne, skradzione

20 grudnia ubiegłego roku, godzina piąta rano. Trzech mężczyzn przy pomocy podnośnika hydraulicznego wyważa drzwi i wchodzi przez niestrzeżone główne wejście muzeum w Sao Paulo w Brazylii. Wychodzą po trzech minutach z dwoma bezcennymi obrazami.

Tak wyglądała kradzież portretu Suzanne Bloch autorstwa Pabla Picassa i obrazu przedstawiającego zbieracza kawy brazylijskiego malarza Candido Portinariego. Potem okazało się, że obrazy były nieubezpieczone, a w muzeum nie było żadnego systemu alarmowego. Te płótna na szczęście udało się odzyskać. Ale ostatnio coraz częściej słyszy się o mniej lub bardziej zuchwałych kradzieżach cennych dzieł sztuki. 11 lutego tego roku świat zelektryzowała wieść o kradzieży prac van Gogha, Moneta, Cezanne'a i Degasa z muzeum w Zurychu, kilka dni wcześniej z wystawy w szwajcarskim mieście Pfaeffikon niedaleko Zurychu ukradziono dwa olejne obrazy Picassa.

Kto łudził się, że bezcenne malowidła w muzeach całego świata są bezpieczne, ten srogo się mylił. Istnieją, oczywiście, solidne i nowoczesne zabezpieczenia, ale mogą sobie na nie pozwolić tylko najbogatsze placówki. Choć i do tych najsławniejszych można się czasem dostać bez większych trudności. W październiku 2007 nocą do paryskiego Muzeum d'Orsay włamała się dla zabawy grupka pijanych młodych ludzi. Nie zabrali niczego, ale poważnie naruszyli obraz Claude'a Moneta "Most w Argenteuil" - w płótnie powstała dziura o długości ponad 10 centymetrów. To pokazało, jak słabe są zabezpieczenia nawet w najpopularniejszych muzeach. Inne, choć wystawiają dzieła wyceniane nierzadko na miliony dolarów, muszą zadowolić się starszymi systemami zabezpieczeń.

Brazylijskie muzeum w Sao Paulo nie miało ich wcale. Dlaczego? Jak tłumaczyła po kradzieży dyrekcja, powodem był brak pieniędzy. Nierzadko też cenne dzieła sztuki znajdują się w prywatnych kolekcjach, z reguły chronionych gorzej niż placówki publiczne. W sierpniu 2007 roku francuska policja odzyskała obrazy Picassa, warte 50 mln euro, skradzione w lutym z paryskiego mieszkania wnuczki artysty. Jak podawała policja, dwa obrazy olejne, przedstawiające córkę malarza Mayę z lalką oraz portret drugiej żony artysty Jacqueline odnaleziono w mieszkaniu osób znanych z innych kradzieży dzieł sztuki. Również w Polsce z mieszkań prywatnych kolekcjonerów przez wiele lat znikały obrazy polskich mistrzów. Jeden z pokrzywdzonych ocenił swe straty na 8 mln dolarów. Obrazy, które miał w domu, nie były ubezpieczone, chronił je tylko zwykły zamek. Dopiero w 2003 roku krakowska policja rozbiła dwie szajki odpowiedzialne za rabunek dzieł sztuki.

Wiele kradzieży obrazów odbywa się "na zamówienie" prywatnych, bajecznie bogatych kolekcjonerów dzieł sztuki. Tak było najprawdopodobniej właśnie w przypadku ostatniej kradzieży w Zurychu. Złodzieje byli uzbrojeni i dokładnie wiedzieli, co chcą ukraść. Łupem padły "Maki w Vetheuil" Claude'a Moneta, "Portret barona Lepica z córkami" Edgara Degasa, "Chłopiec w czerwonej kamizelce" Paula Cezanne'a i "Kwitnąca gałązka kasztanowca" Vincenta van Gogha. Według szwajcarskiej policji wartość skradzionych dzieł to 100 mln franków szwajcarskich, czyli mniej więcej 62 mln euro.

Rabusiów nie odstraszył choćby niedawny wyrok dla złodziei dwóch obrazów Edvarda Muncha z muzeum w Oslo. W 2007 roku dwaj mężczyźni w biały dzień na oczach strażników wynieśli z Muzeum Narodowego w Oslo "Krzyk" i "Madonnę". Wspólnicy złodziei oraz jeden z rabusiów (drugi nie żyje) usłyszeli w kwietniu ubiegłego roku wyrok: kary od 5 i pół do 9 i pół roku pozbawienia wolności. Oprócz tego sprawcy mają zapłacić jako zadośćuczynienie miastu Oslo 1,57 mln koron (czyli około 200 tys. euro). Sam "Krzyk" wart był - jak się ocenia - ok. 54 mln euro. W trakcie kradzieży i niewłaściwego przechowywania obrazy Muncha zostały jednak zniszczone. "Krzyk" uszkodziła wilgoć, "Madonna" została podziurawiona, kiedy złodzieje wyrywali obraz z ram, tłukąc chroniące ją szkło. Podobno sprawcy dokonali tej kradzieży tylko po to, by odwrócić uwagę policji od skoku na bank w miejscowości Stavanger...

Ile z obrazów, tak jak "Krzyk" i "Madonna" wraca do swych prawowitych właścicieli? Wbrew pozorom - sporo. Media więcej uwagi poświęcają oczywiście spektakularnym kradzieżom niż odzyskaniu dzieł sztuki, niemniej wykrywalność tego typu przestępstw jest dość duża. Gdy z muzeum w Oslo w 1994 roku zniknęła inna wersja "Krzyku", odzyskano ją po trzech miesiącach. Kolejna spektakularna kradzież dotyczyła dwóch obrazów van Gogha i jednego płótna Cezanne'a w maju 1998 roku z Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Rzymie. Dwa miesiące później policja znalazła obrazy. We wrześniu tego samego roku z Muzeum Sztuk Pięknych w Nicei skradziono obrazy Sisleya i Moneta, które znaleziono po tygodniu. Gdy z duńskiego muzeum Nivaagaard Malerisamling zginęły obrazy Rembrandta i Belliniego, po pół roku wisiały już na swoich miejscach. Rok i kilka miesięcy zajęło holenderskiej policji odzyskanie ukradzionego w 1999 roku z jednego z banków płótna "Wierzba" van Gogha. Nieco dłużej trwało poszukiwanie dwóch obrazów Renoira i jednego dzieła Rembrandta, skradzionych w 2000 roku ze sztokholmskiego Muzeum Narodowego. Jedno z płócien Renoira znaleziono co prawda rok później, zaś drugi obraz tego malarza oraz obraz Rembrandta odzyskano dopiero we wrześniu 2005 r. Odzyskano też martwą naturę, skradzioną w 2004 r. z Centrum im. Pompidou w Paryżu i "Dzieci z wózkiem" Goi, płótno, które zniknęło podczas transportu z Toledo do Nowego Jorku w 2006 r. Wciąż jednak wiele skradzionych dzieł cieszy oczy prywatnych kolekcjonerów.

Jest wśród nich, niestety, impresjonistyczny obraz Claude'a Moneta "Plaża w Pourville". W 2000 r. dzieło bezpowrotnie zniknęło z Muzeum Narodowego w Poznaniu. Pieniężną wartość obrazu szacowano na ok. 5 mln dolarów. Rzeczywista wartość... płótno było po prostu bezcenne, gdyż było jedynym obrazem tego artysty w polskich zbiorach. Kradzież zgłoszono 19 września 2000 roku, tuż po tym, gdy pracownica muzeum, sprawdzająca ekspozycję zobaczyła, że z eksponatem coś jest nie tak... Obraz zwrócił jej uwagę, bo nieznacznie odstawał od ram. Chwilę potem okazało się, że zamiast płótna 60 x 73 cm z 1882 roku na ścianie wisi... jego nieudolna kopia na tekturze. Dziś obraz figuruje na listach zaginionych - mimo zaangażowania najlepszych specjalistów z policji, współpracy z Interpolem, zamieszczenia fotografii płótna w internecie, rozesłania jej do wszystkich możliwych galerii, antykwariatów i domów aukcyjnych oraz wysokiej nagrody. W trakcie śledztwa wyszło na jaw, że obraz był nieubezpieczony, a z zabezpieczeniami muzeum mógł poradzić sobie nawet marny włamywacz. Dzieło - twierdzą specjaliści - z pewnością trafiło do jakiegoś bogatego kolekcjonera, który w samotności zachwyca się pięknem błękitu morza na plaży w Pourville.

To nie jedyna głośna kradzież z polskich muzeów. Policjanci z krakowskiej grupy zajmującej się rozwiązywaniem spraw sprzed lat wrócili ostatnio, na prośbę dyrektora Muzeum Narodowego, do sprawy kradzieży z 1974 roku. Zginęło wówczas dzieło Petera Bruegela. Sprawa wyszła na jaw przez przypadek. Kiedy pewnego dnia kwietnia obraz spadł ze ścian, wezwano stolarza, a ten stwierdził, że zamiast płótna w uszkodzonej ramie znajduje się... zdjęcie obrazu. Po sprawdzeniu okazało się, że w identyczny sposób zniknął również oryginalny szkic pt. "Ukrzyżowanie" Antona van Dycka. To okazało się prawdziwym ciosem. Jak precyzuje dyrekcja placówki, dzieło van Dycka warte jest ok. 1,2-1,5 mln zł, a obraz Brueghla miał wartość ok. 200 tysięcy zł. Być może teraz, po 34 latach od tej kradzieży, uda się trafić na trop prowadzący do rozwiązania tej zagadki.



W Newsletterze:

Taki jest świat - Podziwiane, bezcenne, skradzione
Ci szaleni naukowcy - Automatyczny degustator kawy

Prawda czy fałsz - pytania

1. Dokładnie trzy czwarte e-maili to tzw. spam, czyli niezamawiane wiadomości najczęściej o treści reklamowej.

2. Kubańska wyszukiwarka internetowa nazywa się 3x3.

3. Pewien Anglik został aresztowany za używanie odtwarzacza mp3 na ulicy.



Ci szaleni naukowcy - Automatyczny degustator kawy

Szwajcarscy naukowcy skonstruowali urządzenie, które - z niemal równą człowiekowi precyzją - potrafi rozpoznać smak świeżo zaparzonej kawy. Po co? Choćby po to, by filiżanka jednego gatunku była równa filiżance tego samego rodzaju kawy, ale pochodzącej z innej partii produkcyjnej. Wszak nikt z nas nie lubi, gdy kawa tej samej marki z jednego opakowania smakuje doskonale, z drugiego zaś przypomina świeżo roztopioną smołę. Dotąd określanie właściwości kawy wymagało zatrudnienia osób o wyrafinowanym smaku i węchu. Teraz może to robić maszyna. Trzeba przyznać, że urządzenie jest dość skomplikowane. Bada aromat kawy dzięki analizie lotnych związków, które rozchodzą się z filiżanki zaparzonej kawy. Oczywiście trzeba było najpierw "nauczyć" urządzenie, która kawa jest smaczna, a która nie. Porównano więc wyniki z aparatury z informacjami od "żywych testerów" czarnego naparu. Przydatność tego urządzenia ocenią producenci kawy, ale co będzie, jeśli kiedyś komputery odmówią pracy, gdy nie dostaną filiżanki "małej czarnej"?


Prawda czy fałsz - odpowiedzi

1. Prawda, niestety.

2. Fałsz. Nazywa się 2x3. Jest na razie w wersji beta i oferuje dostęp do ok. 150 tysięcy stron, zaaprobowanych przez władze Kuby. Jest wśród nich strona polskiej ambasady, która niestety nie działa.

3. Fałsz. 28-letni mężczyzna został aresztowany za posiadanie broni. Było to jednak nieporozumienie, ponieważ w rzeczywistości domniemana broń okazała się właśnie odtwarzaczem mp3.


I po walentynkach

Bardzo wyczekiwany przez jednych, a przez drugich zupełnie niezauważony - minął już dzień świętego Walentego. W prasie ukazało sie mnóstwo życzeń, wspomnień i listów od zakochanych. Pocztą elektroniczną kursowały walentynkowe e-maile, zaś kwiaciarze na pniu sprzedawali rano zapas kwiatów na cały dzień. Ale była i druga strona medalu. Nie dla wszystkich dzień ten był tak słoneczny jak dla innych, nie każdy dostał wymarzoną kartkę walentynkową. Jedna z Panelistek napisała, odnosząc się do listów opublikowanych w poprzednim numerze Biuletynu:

"Chciałabym wyrazić swoją opinię na temat drugiego maila odnośnie walentynek. U mnie jest dokładnie tak samo - Mimo tego, że walentynki trwają już jakiś czas i mimo, iż cieszę się powodzeniem mężczyzn nigdy nie dostałam nic na walentynki. Smutne, ale prawdziwe. ;/ "

Mamy nadzieję, drodzy Paneliści, że bez względu na to, czy świętowaliście dzień zakochanych, czy też był to dla Was po prostu 14 lutego, kolejny dzień roku, znaleźliście tego dnia powód do uśmiechu. I życzymy Wam powodów do radości w każdym kolejnym dniu 2008 roku!

 


Twój Punkt Widzenia Newsletter
Interaktywny Instytut Badań Rynkowych Sp. z o.o.
ul. Wołoska 7, 02-675 Warszawa
tel. (prefix) (22) 87 44 113


Masz problem z poprawnym wyświetleniem newslettera? Kliknij tutaj, aby otworzyć go w Twojej przeglądarce.

Powyższa wiadomość została wysłana przez system prenumeraty elektronicznej serwisu www.opinie.pl.
Jeśli nie chcesz otrzymywać naszego newslettera, kliknij na ten link, aby automatycznie wypisać się z naszej bazy danych: WYPISANIE