 |
Drodzy Paneliści!
W dzisiejszym biuletynie wyjaśnimy, czym jest typosquatting. Brzmi obco? Zerknijcie zatem do działu "Zakamarki sieci" by dowiedzieć się więcej. Zapraszamy też do działu "Ci szaleni naukowcy" i zabawy "Prawda czy fałsz". Miłej lektury!
Zakamarki sieci - Zarobić na błędach
Wpisujesz do przeglądarki internetowej hasło znanej strony i oto... zaraz, gdzie się podziała? Zamiast niej na ekranie widać inną zawartość niż ta, której się spodziewasz. Rzut oka na adres... no tak, jesteś ofiarą typosquattingu. Krótko mówiąc - ten się nie myli, kto nic nie robi. Dziennikarze twierdzą, że nie ma gazety, w której nie znalazłaby się choć jedna "literówka" - mimo korekty i starań co najmniej kilku osób, które czytają teksty przed wypuszczeniem kolumn do drukarni. Tam, gdzie nie pilnujemy się, szczególnie przed popełnieniem błędu czy przypadkowym uderzeniem w inny klawisz - czyli na przykład wpisując adres internetowy do komputera - pomyłki zdarzają się jeszcze częściej. Dlaczego zatem ich nie wykorzystać? Typosquatting to szara strefa internetu: użycie adresów, które są podobne do najsławniejszych stron o dużej oglądalności: wyszukiwarek, portali, znanych serwisów. Jeśli przyjrzymy się wynikom badania Megapanel PBI/Gemius*, okaże się, że najczęściej odwiedzaną stroną we wrześniu tego roku była wyszukiwarka Google. Odwiedziło ją niemal 11 milionów ludzi dokonując ponad dwóch miliardów odsłon. Jeśli choć niewielka część z tych osób wpisuje adres ręcznie, to istnieje dość duże prawdopodobieństwo, że pewna grupa wpisze go z błędem. Jakim? Określenie najczęściej popełnianych pomyłek nie jest trudne. Internauta, który się śpieszy, może na przykład zapomnieć o kropce po "www" lub przed określeniem domeny "pl" lub "com". Częste są też "czeskie błędy" (czyli zamiana liter) oraz pominięcie jednej litery. Te błędy to pożywka dla typosquatterów. Jeszcze kilkanaście miesięcy temu pod adresem gogle.pl (pisanym przez jedno "o") znajdowała się fikcyjna wersja wyszukiwarki, dziś ten adres przekierowuje do strony właściwej. Czy typosquatting jest niebezpieczny? W zasadzie nie. Strony-pomyłki to najczęściej zbiór linków reklamowych. Zresztą internauci najczęściej po prostu wycofują się ze stron, na które weszli przez przypadek. Ale zdarzają się na przykład strony o treściach przeznaczonych dla dorosłych z adresami, przypominającymi te dla dzieci. Cztery lata temu amerykański sąd po raz pierwszy rozpatrywał sprawę związaną z typosquattingiem. 53-letni mężczyzna przekierowywał internautów, którzy popełnili błąd wpisując adresy znanych stron dla dzieci na strony pornograficzne. Sąd nie rozpatrywał wówczas, czy sam typosquatting jest przestępstwem - mężczyznę skazano za to, że umożliwiał w ten sposób niepełnoletnim dostęp do pornografii. Zagrożeń, związanych z typosquattingiem jest więcej. Nikt nie może zagwarantować bezpieczeństwa na nieznanej stronie, co więcej - adresy-pomyłki często wykorzystywane są do rozsiewania niebezpiecznego oprogramowania. W dodatku znane firmy skarżą się, że typosquatting psuje im markę. Firma Microsoft - jedna z najczęściej obieranych za cel przez typosquatterów - wytoczyła nawet kilka procesów operatorom takich stron. Zgodnie z amerykańskimi przepisami, każdy kto rejestruje, sprzedaje czy wykorzystuje domeny identyczne lub łudząco podobne do istniejących znaków towarowych liczyć musi się z karami o wysokości do 100 tys. dolarów. Kilka lat temu linie lotnicze Air France wygrały z właścicielem domeny arifrance.com (dziś taka strona nie istnieje). Najgroźniejsze chyba wykorzystanie typosquattingu polega na kradzieży haseł za pomocą stron o nazwach podobnych do adresów banków, dostarczycieli kont e-mail czy instytucji finansowych. Nieświadomy swej pomyłki użytkownik podaje wówczas loginy, kody i hasła, które mogą posłużyć do nieuczciwych celów. Strony bazujące na omyłkowo wpisanych adresach zarabiają najczęściej na reklamach kontekstowych, powiązanych tematycznie z produktami, jakich mógł poszukiwać internauta. Według specjalistów, jedna taka strona nie przynosi znacznego dochodu, ale "profesjonalni" typosquatterzy mogą zarobić setki tysięcy dolarów rocznie. Bo choć prawdopodobieństwo, że ktoś kliknie w reklamę nie jest duże, to jeżeli posiada się kilkaset domen - nawet zarabiając kilka centów za kliknięcie - może uzbierać całkiem niezłą sumę. Zjawiskiem typosquattingu zainteresowała się firma McAfee, zajmująca się bezpieczeństwem w sieci. Z raportu na ten temat wynika, że pomyłki internautów wykorzystywane są dość często. Z badań wynika, że 7,2 proc. typowych błędów przy wpisywaniu adresu jest aktywnie wykorzystywanych. Oznacza to, że jeśli użytkownik źle wpisze adres, z dużym prawdopodobieństwem trafi na działającą stronę internetową. Wiele adresów wykorzystywanych przez typosquatterów dotyczy stron dla dzieci w wieku poniżej 12 lat. 2,4 proc. tych stron niestety prowadzi do treści dla dorosłych. * Źródło: Badanie Megapanel PBI/Gemius, wrzesień 2007, n=18866
|
 |
 |
W Newsletterze:
Prawda czy fałsz - pytania
1. 3,8 miliona dolarów kosztowało pewnego Włocha kupienie wioski w Teksasie. 2. Dziewięciu na dziesięciu Brytyjczyków ma szerokopasmowy dostęp do internetu. 3. Wrocław, jako trzecie miasto w Polsce, uruchomił portal miejski przeznaczony dla telefonów komórkowych.
Ci szaleni naukowcy - Awantura o legendę
Włoski minister kultury Francesco Rutelli tryumfalnie ogłosił, że odnaleziono jaskinię, w której legendarna wilczyca wykarmiła założycieli Rzymu - Romulusa i Remusa. Stało się to, gdy archeolodzy zaczęli drążyć ziemię w niezbadanej dotąd części wzgórza Palatyn, tuż obok siedziby cesarza Augusta. Minister, w przeszłości również burmistrz Rzymu, zachwycony mówił o "oszałamiającym odkryciu" i "mitologicznym miejscu, które wreszcie stało się realne". W całej sprawie więcej jest jednak pytań, niż odpowiedzi. Grota, wysokości 9 metrów i szerokości 7,5 metra jest częściowo naturalna, częściowo zaś - wykuta ludzką ręką. Jej sufit wyłożony jest marmurem. Tyle wiadomo. Zdaniem archeologa Adriano La Regina, władze Rzymu znacznie pospieszyły się z uznaniem tego miejsca za legendarne. Tak czy inaczej, plotka poszła w świat, w związku z czym Rzym wzbogacił się o kolejną atrakcję turystyczną.
Prawda czy fałsz - odpowiedzi
1. Prawda. Założona w 1877 roku wieś o nazwie Albert, została wystawiona na sprzedaż w jednym z serwisów aukcyjnych. Cena wywoławcza: 190 tys. dolarów, cena minimalna - 2,5 mln dolarów. W aukcji brało udział 59 osób, składając 119 ofert. Populacja wsi liczy cztery osoby, powierzchnia - 5 ha. W miejscowości zlokalizowana jest zabytkowa szkoła, bar, stuletni dansing, duży pawilon ogrodowy, szopa oraz dom. 2. Prawda. Tak wynika z danych brytyjskiego urzędu statystycznego (Office of National Statistics). Co więcej, niemal połowa z tych łącz osiąga prędkość powyżej 2 Mb na sekundę. W Polsce - jak podaje Główny Urząd Statystyczny - w ubiegłym roku dostęp do internetu miało 36 proc. gospodarstw domowych, lecz jedynie 22 proc. posiadało szerokopasmowe łącza. 3. Fałsz. Wrocław jako pierwszy w Polsce wystartował z takim portalem, dostosowanym specjalnie do potrzeb użytkowników wyposażonych w telefony i inne mobilne urządzenia. Pod adresem http://www.mobi.wroclaw.pl/mobile/ po polsku, angielsku i niemiecku można zapoznać się z rozkładami jazdy, prognozą pogody, bazą adresów i telefonów do hoteli, klubów, bibliotek i urzędów. Turyści mogą obejrzeć mapy z trasami wycieczkowymi i opisy zabytków. Co ciekawe, portal ma dwie wersje: dzienną i nocną, w których łatwiej znaleźć potrzebną o danej porze informację.
|
 |