 |
Drodzy Paneliści!
W tym numerze pokazujemy Wam kilka historii, które zmieniły świat, mimo, że były od początku do końca nieprawdziwe. Wzbudziły kontrowersje, gniew... ale też - pokazały, jak ważna jest umiejętność krytycznego przyjmowania przekazów. Zapraszamy do działu "Taki jest świat". W tym numerze jak zwykle bawimy się w zadawanie pytań i szukanie odpowiedzi w dziale "Prawda czy fałsz". Pokażemy też kolejny pomysł szalonych naukowców.
Taki jest świat - Długie nogi wielkich oszustw
Hiperstrukturyzacja immanentnych koniunkcji danych, interpolowana na szersze płaszczyzny stanowi jednoznaczny paradygmat behawioralnych koncepcji. Jeśli zgadzacie się z tym zdaniem, lub też bylibyście skłonni na ten temat podyskutować, to padliście ofiarą oszustwa. To zdanie - pułapka, nie oznacza zupełnie nic. W tym wydaniu Biuletynu postanowiliśmy pokazać Wam kilka przykładów mniej lub bardziej znanych mistyfikacji. Przykładów jest całe mnóstwo i - jak pokazuje doświadczenie - nieprawdziwe jest powiedzenie o tym, że kłamstwo ma krótkie nogi. Podobnym sposobem posłużył się w 1996 roku fizyk Alan Sokal, składając do publikacji w szacownym piśmie "Social Text" artykuł pod tytułem: "Transgresja granic: ku transformatywnej hermeneutyce kwantowej grawitacji". Rychło okazało się, że wszystkie opisywane w tym artykule związki rozwoju społecznego, feminizmu, dekonstruktywizmu i grawitacji kwantowej są od początku do końca zmyślone, zaś autor pozwolił sobie na celowe pomieszanie pojęć tak, by wyszedł z nich jak największy bełkot. Redaktor naczelny pisma, przyjmując artykuł do druku po prostu go nie przeczytał lub nie zrozumiał. Jak bowiem czuje się ktoś, kto czyta tekst "uznanego autorytetu", ale nie rozumie ani słowa? Naturalną reakcją jest myśl, że poprzeczka postawiona jest za wysoko, nie zaś, że ma do czynienia ze stekiem wyssanych z palca bzdur. Tymczasem ta prowokacja miała nauczyć czytelników bardziej krytycznego przyjmowania słowa pisanego. Rzecz jasna, redaktor stracił pracę, Sokala wpisano na czarną listę autorów, od których więcej nie będzie się przyjmować tekstów, a w naukowym światku rozgorzała dyskusja o tym, że o wiele za dużo jest pseudonaukowego ględzenia. I o to Sokalowi chodziło. Prowokacją posłużyli się także autorzy półgodzinnej audycji w programie państwowej telewizji RTBF we francuskojęzycznym regionie Belgii. W grudniu 2006 roku stacja przerwała program, żeby podać, że północna, flamandzkojęzyczna część kraju właśnie ogłosiła niepodległość. Król Albert i królowa Paola - podała telewizja - mieli opuścić kraj wojskowym samolotem. Pokazano też nieostre zdjęcia ludzi idących do samolotu na wojskowym lotnisku pod Brukselą i tłumek zwolenników monarchii przed pałacem królewskim. Z tej mistyfikacji tłumaczyło się potem kierownictwo telewizji, dowodzące, że program miał pokazać, jak bardzo potrzebna jest debata o przyszłości Belgii. Czy to się udało? Wśród setek komentarzy w belgijskich mediach pojawiła się oczywiście dyskusja na ten temat, ale skórka nie była warta wyprawki - wiarygodność telewizji RTBF wyraźnie spadła. Ogromnym oszustwem okazał się "Czeski sen" - hipermarket, którego nie było. Przez dwa tygodnie Praga obwieszona była profesjonalnie przygotowanymi reklamami sklepu, który powstać miał na przedmieściach. Reklamy, billboardy, spoty telewizyjne, plakaty, ulotki przewrotnie nie nawoływały wcale do kupowania. Wręcz przeciwnie: "Nie idź tam, nie spiesz się, nie wydawaj" - głosiły. Mimo to cztery tysiące ludzi stawiły się na otwarciu hipermarketu, który okazał się być rozwieszoną na rusztowaniu fasadą sklepu ze snów. Za całym tym wielkim oszustwem stali Filip Remunda i Vit Klusák - dwaj autorzy filmów dokumentalnych. Cel: prowokacja, która miała skłonić do chwili zadumy nad "wybujałym konsumpcjonizmem". Być może pamiętacie przykład jeszcze jednego wielkiego oszustwa, o którym rozpisywały się media na całym świecie. W czerwcu tego roku holenderska telewizja zapowiedziała realisty show, w którym zwycięzca miał... wygrać nerkę. Scenariusz był prosty: śmiertelnie chora 37-letnia Lisa miała w trakcie programu wybrać jedną z trzech osób, które potrzebują przeszczepu nerki. Przy wyborze miała się kierować życiorysami kandydatów, rozmowami z członkami ich rodzin oraz poradami widzów, nadsyłanymi za pomocą telefonów komórkowych. Jeszcze przed emisją program wywołał falę krytyki. Telewizji BNN zarzucano łamanie dobrego smaku, przesadę, chęć walki o oglądalność kosztem zaspokajania najniższych instynktów, krótko mówiąc: grubą przesadę. Producenci programu mieli jednak dla widzów niespodziewane zakończenie: prowadzący ogłosił, że wszystko jest mistyfikacją, która ma zwrócić uwagę społeczeństwa na niedobór organów do przeszczepu. Choć oczekujący na przeszczep ludzie rzeczywiście byli chorzy, wiedzieli, że Lisa jest aktorką. Byli we wszystko wtajemniczeni i zgodzili się pomóc. Te przykłady udanych prowokacji pokazują, jak łatwo dajemy się oszukać. Autorzy pokazanych tu oszustw mieli jakiś mniej lub bardziej szczytny cel - zwrócenie uwagi na konkretny problem. Istnieje jednak wiele innych znanych mistyfikacji, które powstały dla sławy, rozgłosu, dla pieniędzy lub po prostu dla żartu i wciąż żyją własnym życiem. Tak było z niesławnym Henrykiem Batutą, fałszywym hasłem polskiej Wikipedii (zobacz stronę http://pl.wikipedia.org/wiki/Henryk_Batuta), tak było z opisywanymi w numerze 15. naszego Biuletynu kręgami w zbożu, wykonanymi przez Douga Bowera i Dave`a Chorleya i wiadomością o udanym klonowaniu ludzkich zarodków, której uległo nawet tak poważne pismo, jak "Science".
Prawda czy fałsz - pytania
1. Płytę zespołu Radiohead, którą można pobrać z sieci i zapłacić za nią wedle uznania, pobrało w ciągu pierwszej doby ponad milion osób. 2. Najcieńszy telewizor ma dwa milimetry grubości. 3. Przez 13 miesięcy w domenie .mobi zarejestrowano milion nazw.
|
 |
 |
W Newsletterze:
Ci szaleni naukowcy - czym płacić za Twardowskiego z termometrem?
Gipsowy statek z termometrem może być pamiątką znad morza. Z gór miłośnicy kiczu przywiozą drewnianą ciupagę. A z kosmosu? Zanim sprzedawcy pamiątek wybiorą się na Księżyc z odlewami pana Twardowskiego, problem jest do rozwiązania tu, na Ziemi: czym płacić. Na zlecenie pewnej firmy sprawą zajęli się naukowcy z brytyjskiego National Space Centre przy uniwersytecie w Leicester. Kłopotów napotkali co niemiara: monety mają za ostre krawędzie, a paski magnetyczne i układy elektroniczne są podatne na uszkodzenia. Kosmiczna waluta, zanim jeszcze powstała, otrzymała nazwę "quid". Uczeni do sprawy podeszli z niezwykłą powagą jak na problem, który jeszcze nie istnieje i zaprojektowali środek płatniczy z polimeru. Jeśli trafi w Wasze ręce zaokrąglony, przezroczysty krążek z zatopionym wewnątrz wizerunkiem jednej z planet, nie wyrzucajcie go! Według obecnego kursu jeden quid wart jest ok. 8,68 euro, czyli mniej więcej 32 złote. Nawet jeśli nowa waluta nie trafi w kosmos, zapewne zainteresuje numizmatyków.
Prawda czy fałsz - odpowiedzi
1. Prawda. Płyta "In Rainbows" to eksperyment brytyjskiego zespołu Radiohead, który postanowił obejść się bez wielkich wytwórni płytowych. Internauci mogli ściągnąć utwory w formacie mp3 i zapłacić za nie tyle, ile uważali. Okazało się, że płytę ściągnięto podczas pierwszej doby udostępniania ok. 1,2 mln razy. Spośród wybranych losowo do badań 5 tysięcy osób, połowa zdecydowała się zapłacić za płytę ponad 10 funtów, 1500 osób nie zapłaciło nic, lub tylko symbolicznego pensa. Ponad pół tysiąca zamówiło specjalne wydanie z książką za 40 funtów, a kilka osób skłonnych było zapłacić nawet maksymalną rejestrowaną przez system kwotę, czyli 99,99 funtów. 2. Fałsz. Prototyp pokazany na targach CEATEC przez Tsutae Shinodę, twórcę ekranów plazmowych, ma milimetr grubości. Ekran można wyginać. Już w grudniu tego roku mają wejść do produkcji trzymilimetrowej grubości ekrany jednej ze znanych firm, wykonane w technologii OLED. To technologia uzyskiwania światła oparta na zastosowaniu związków organicznych. 3. Prawda. Domena .mobi przeznaczona dla serwisów przystosowanych do wyświetlania na urządzeniach mobilnych, takich jak telefony komórkowe lub palmtopy doczekała się pierwszego miliona zarejestrowanych adresów. Dla porównania: adresów w najpopularniejszej domenie .com jest ok. 15 mln.
|
 |