 |
Drodzy Paneliści!
W tym numerze Biuletynu badania „Twój Punkt Widzenia” przygotowaliśmy dla Was – jak co dwa tygodnie – kilka ciekawostek. Rozpoczynamy od najdziwniejszych aukcji świata. Próbowaliście kiedyś kupić woreczek kurzu lub chrapanie psa? Zerknijcie do działu Internet. Przestrzegamy też przed pewnym letnim utrapieniem... W tym wydaniu odnajdziecie inne stałe działy: Prawda czy fałsz i Ci szaleni naukowcy. Zapraszamy do lektury.
Internet – Najdziwniejsze aukcje świata
Co można kupić w internecie? Wszystko. Ducha zmarłego ojca, duszę, iracki bunkier przeciwatomowy, ząb Elvisa Presleya, miejsce reklamowe na czyimś ciele, chrapanie psa, trzymanie kciuków w wybranej przez kupującego intencji, oraz „Nowy Folder” w systemie Windows z przesyłką e-mailem. Zdarzały się oferty szokujące, niesmaczne, ale również pomysłowe i zupełnie kontrowersyjne. Taki jest właśnie internet. I takie bywa oblicze internetowych serwisów aukcyjnych. Serwisy aukcyjne to platforma łącząca tych, którzy chcą coś sprzedać, z tymi, którzy chcą kupić. Idea jest prosta, praktyka bywa zaskakująca. Bo dość często zdarzają się tacy, którzy chcą zrobić dowcip, zabłysnąć przed znajomymi lub… zresztą, kto wie, co kieruje tymi, którzy wystawiają na aukcje słoną wodę w proszku, czyli po prostu sól? Faktem jest, że pęcznieją zbiory „najdziwniejszych rzeczy” sprzedanych lub tylko wystawionych na sprzedaż przez internet. Pierwsza kategoria to aukcje dziwne, ale uczciwe. Jeśli ktoś zdecydował, że przyda mu się „zestaw kurzu, pajęczyn, piachu, włosów, okruchów i innych drobiazgów” – mógł próbować wygrać licytację. Aukcja ta nie doczekała się co prawda chętnego, ale zapewne można byłoby na niej kupić torebkę w której – jak deklaruje sprzedający – „każdy znajdzie coś dla siebie”. Znalazło się natomiast dwóch chętnych na sosnową gałązkę o szerokości 5 cm, długości 10 cm i kącie rozwarcia 115 stopni. Gałązka „w kolorze moro z odcieniami piasku pustyni” została sprzedana w jednym z polskich serwisów za 1,50 zł. To tylko kilka z wielu dziwnych przedmiotów, które usiłowano odstąpić. Okazuje się, że można też sprzedawać miejsce reklamowe na własnym ciele. Jedną z osób, która wpadła na ten pomysł, była Karolyn Smith. Aukcję wygrało jedno z kasyn, znane właśnie dzięki takim licytacjom. Oprócz wylicytowanych 10 tysięcy dolarów, w uznaniu dla powodów, z jakich Smith wystawiła swoje czoło na aukcję, firma „dorzuciła” kobiecie jeszcze 5 tys. dolarów. Zarobione w ten sposób pieniądze Karolyn Smith zamierza przeznaczyć na edukację syna. Uważa, że tatuaż na czole to niewielka cena za możliwość zapewnienia synowi świetlanej przyszłości. Kasyno natomiast… no cóż, w przeszłości wygrało m.in. volkswagena golfa, którym przed laty jeździł kardynał Joseph Ratzinger. Inicjując aukcję niektórzy chcą po prostu zdobyć środki na własny rozwój. Tak było z Shayanem – młodym indyjskim muzykiem. Za 3 tysiące funtów brytyjskich zaoferował jedną czwartą swoich przyszłych dochodów z tantiem, koncertów i płyt. Pieniądze z aukcji chciał zainwestować w start na muzycznym rynku. Podobna była propozycja kupna… nagrobka w powstającej powieści znanego pisarza Neila Gaimana. Pieniądze miały być przeznaczone na cele charytatywne. Na podobnych aukcjach można było nabyć prawo do uwiecznienia swojego nazwiska w powieściach takich pisarzy jak John Grisham czy Stephen King. W sumie prawo do nieśmiertelności w literaturze wystawiło na aukcji 16 pisarzy. W Polsce można było kupić prawo do uwiecznienia swojego nazwiska w jednej z książek Andrzeja Sapkowskiego. Są też aukcje, które – choć niezwykle fantazyjne – od razu są zamykane przez administratorów serwisów. Powody są następujące: „brak prawa własności”. Jakiś żartowniś chciał sprzedać… Belgię. Inny wystawił pałac królewski w Oslo, bez rodziny królewskiej. Aukcję opatrzono jednak podpisem: „Królowa i król nie wchodzą w skład tej oferty, ale jestem pewien, że i oni i ich rodzina zgodzą się na przeprowadzkę”.
Przestrogi na lato – Małe, brzęczące, krwiożercze potwory
Strząsać, strzepywać, tłuc bezlitośnie, czy też oblewać się specjalnymi środkami, by mieć spokojne wakacje? Nic z tego. Małe, brzęczące potwory prędzej, czy później dopadną nas i zostawią po sobie czerwone bąble. Choć nie niszczą zapasów i nie zagrażają budowlom, są niezwykłym utrapieniem. W letnie popołudnia podążają za nami, gdziekolwiek byśmy się nie pojawili. Tropią nas. Bzyczą. I piją krew. Komary… brrrr. Wszyscy wiemy, że panowie-komary raczej nie zakłócają nam spokoju. Są „wegetarianami”. Za to panie… O! Nie ma miejsca na dżentelmeńskie odruchy wobec krwiożerczych samic komara. Są zaciekłe, podstępne i łapczywe. Potrafią wypić trzy do sześciu razy więcej krwi niż same ważą. Krew jest im potrzebna do tego, by w jakimś zbiorniku wody złożyć odpowiednią ilość jaj. Do rozmnażania oprócz krwi potrzeba im jeszcze wody. Komary spotkamy więc w okolicach jezior, rzek, stawów, ale również na podmokłym terenie, w okolicach bagienek. Na dobrą sprawę są jednak wszędzie, bo często wiatr przenosi je bardzo daleko. W wodzie komarzyce składają jaja, z których potem wylęgają się larwy. Przy pomocy specjalnego narządu, wykorzystują siły powierzchniowe do tego, by utrzymywać się tuż pod powierzchnią wody. Mają ciekawy sposób oddychania – podobnie jak nurek, wystawiają na powierzchnię rurkę. Potem przepoczwarzają się, by wyrosnąć na dorosłego, (gryzącego) komara. W wyniku ewolucji wyrobiły sobie niezwykle czuły narząd termolokacyjny. Dzięki niemu bezbłędnie lokalizują obiekty cieplejsze od otoczenia, a dzięki receptorowi węchowemu z odległości kilku kilometrów docierają do spoconej skóry. W ciemności natomiast radzą sobie wyczuwając wydychany przez nas dwutlenek węgla. Samica komara najpierw wbija swoją ostrą kłujkę w ciało ofiary i wpuszcza odpowiednie enzymy, następnie wypompowuje wcześniej zaprawioną krew. Większość ludzi jest uczulona na substancje wpuszczane do rany przez samicę komara. Objawia się to czerwonymi bąblami na skórze. Jak się przed nimi chronić? Stuprocentowego sposobu nie ma. Wybierając się w miejsca, gdzie możemy spotkać szczególnie dużo komarów, pamiętajmy o długim rękawie, spodniach z długimi nogawkami, skarpetkach. Dobrze zabezpieczyć się też środkami zwanymi repelentami: żele, spreje, kremy, dezodoranty. Warto nimi posmarować wszystkie odsłonięte części ciała. Dorośli mogą też ratować się witaminą B1, której zapachu komarzyce podobno nie znoszą. A kiedy już dojdzie do ataku – pamiętajmy o tym, by nie drapać się w swędzące miejsca, bo będą się goić jeszcze trudniej. Najlepiej zdezynfekować miejsce ukąszenia spirytusem lub wodą utlenioną. Następnie posmarować jednym z wielu dostępnych na rynku specyfikiem: żelem, maścią łagodzącą podrażnienia. A potem nasłuchiwać bzyczenia, by nie dać się zaskoczyć po raz kolejny.
|
 |
 |
W Newsletterze:
Prawda czy fałsz – pytania
1. Czeska telewizja dzięki internetowej kamerze pokazała na żywo wybuch atomowy w Karkonoszach 2. Największy telewizor LCD ma przekątną ekranu wynoszącą 110 cali 3. Pentagon odłączył 1500 komputerów od sieci po tym, jak doszło do włamania
Ci szaleni naukowcy – Pigułka herbatki, smacznego
Zamiast filiżanki mocnego naparu z herbaty, indyjscy naukowcy proponują… pigułkę. Złożyli już nawet wniosek patentowy, spodziewają się bowiem, że ich wynalazek okaże się rewolucją na rynku. Uczeni z ośrodka badawczego Tocklai w Jorhacie twierdzą, że ich wynalazek ma same zalety: pigułka jest zdrowa, można ją połknąć albo żuć, a po rozpuszczeniu w wodzie można otrzymać klasyczną filiżankę napoju. Ponoć wynalazkiem zainteresowali się Brytyjczycy. Ach, gdyby tak jeszcze można było otrzymać wodę w proszku… razem z herbacianą pigułką stanowiłyby idealny komplet.
Prawda czy fałsz – odpowiedzi
1. Prawda. Czeska telewizja CT2 pokazała na żywo obraz z kamery, filmującej panoramę Karkonoszy. Na filmie widniał grzyb wybuchu jądrowego. Na szczęście okazało się, że obraz był tylko animacją. Włamania na serwer, przekazujący obraz, dokonała grupa hakerów. Na uwagę zasługuje fakt, że „podmiany” obrazu dokonano w czasie rzeczywistym. 2. Fałsz – na razie. Ale niebawem ruszy produkcja 110-calowych telewizorów. W tej chwili dostępne są 108-calowe. Kto chce mieć w domu taki ekran musi się jednak liczyć ze sporym wydatkiem. Jedna z firm elektronicznych podała, że koszt produkcji 100-calowego telewizora to 150 tys. dolarów. 3. Prawda. Robert Gates, amerykański Sekretarz Obrony (odpowiednik naszego Ministra Obrony Narodowej) potwierdził tę informację. Dodał, że utrudniło to pracę części pracowników Departamentu Obrony. Zapytany, czy on sam jest wśród nich, odparł, że nie korzysta z poczty elektronicznej.
|
 |