Twój Punkt Widzenia Newsletter

10/2007

 
Twój Punkt Widzenia Newsletter

Drodzy Paneliści!

Niebawem rozpoczną się wakacje. Wiele osób wyjdzie na plażę, by „złapać trochę słońca” i zachwycić brązową opalenizną znajomych, którzy pozostali w mieście. Uznaliśmy więc, że warto wspomnieć o tym, jak słońce działa na naszą skórę. W dziale „Twoje zdrowie” rozwiewamy kilka mitów związanych z opalaniem. Radzimy też w jaki sposób chronić się przed szkodliwym promieniowaniem ultrafioletowym. Liczymy, że nasze rady przydadzą się Wam podczas letnich wypraw. Nie zabraknie w tym wydaniu Biuletynu badania „Twój punkt widzenia” stałych pozycji: zabawy „Prawda czy fałsz” i „Ci szaleni naukowcy”. Zapraszamy do lektury.


Twoje zdrowie – Opalaj się bezpiecznie

Starożytni czuli się zdrowi, gdy „przyrumieniły” ich promienie słońca. Potem bywało różnie… Długo „w modzie” była skóra alabastrowa, choć od końca XIX w. wiemy, że słońce pobudza nas do działania, czujemy się dzięki niemu szczęśliwsi i zrelaksowani. Moda na brązową skórę powróciła w latach dwudziestych XX w. i trwa do dziś. Dzisiaj opalenizna to oznaka udanego wypoczynku. Okazuje się jednak, że żadna z tych mód nie jest dobra.

Człowiekowi potrzebne jest muśnięcie promieniami słońca, ale wystawianie się na jego żar przez kilka godzin dziennie może się skończyć niefortunnie. Dermatolodzy zalecają więc umiar. I ostrzegają: nadmierne „prażenie się” powoduje nie tylko przedwczesne starzenie skóry, ale również poważne choroby, łącznie z nowotworami.

Przyjemny, brązowy kolor skóry to – z punktu widzenia dermatologii – sygnał alarmowy. Jest za nie odpowiedzialne tzw. promieniowanie ultrafioletowe. Dociera do nas na szczęście tylko część z jego zakresu: najgroźniejsze promieniowanie UVC jest niemal w całości pochłaniane przez atmosferę. I dobrze, bo jest po prostu zabójcze – do tego stopnia, że używa się go czasem do sterylizacji narzędzi chirurgicznych. Dwa pozostałe zakresy: UVA i UVB są przez atmosferę tłumione, ale osłabione – promieniują na nas.

Przez półprzezroczysty naskórek promienie UVA i UVB docierają do skóry właściwej, tam pobudzają niektóre komórki do produkcji melaniny – barwnika chroniącego jeszcze głębiej położone tkanki. Powodują też oparzenia słoneczne. Dlatego pamiętajmy: to mit, że opalonej skóry nie trzeba już chronić przed słońcem. To prawda, dzięki melaninie jesteśmy mniej narażeni na poparzenia wywołane przez promienie UVB, ale skóra nadal wymaga ochrony przed promieniowaniem UVA.

Światła słonecznego – a razem z nim ultrafioletu - jest więcej lub mniej, w zależności od pory roku, zachmurzenia, pory dnia, wysokości nad poziomem morza na której się znajdujemy (w górach opalić się łatwiej) i wielu jeszcze czynników. Ważna jest choćby wilgotność i przejrzystość powietrza, czy rodzaj podłoża (także promienie odbite od wody, piasku, śniegu są niebezpieczne). Na większość z nich nie mamy wpływu, warto więc skupić się na tym, co możemy zmienić.

Porą roku, w której jesteśmy najbardziej narażeni na niebezpieczeństwa związane ze słońcem, jest lato. Do poparzenia może dojść nawet w pochmurne dni. Tam, gdzie możemy, chrońmy się więc dodatkowo. Załóżmy ciemne okulary z filtrem ultrafioletowym i kapelusz. Szwajcarscy naukowcy idą o krok dalej, przypominając, że dżinsy i inne grube tkaniny lepiej chronią przed ultrafioletem niż tradycyjne, lekkie ubrania. Nikt oczywiście nie wyjdzie na plażę np. w futrze, ale trzeba pamiętać, że przez letnie ubranie, zwłaszcza mokre, ultrafiolet przenika dość łatwo. Suchy kostium kąpielowy działa jak krem „siódemka”, mokry – jak „dwójka”.

Dlatego tak ważne jest, by do podróżnej torby spakować krem z filtrem ochronnym. Jaki? Tym mocniejszy, im jaśniejszą mamy skórę. Lekarze wyróżniają kilka tzw. fototypów skóry: albinosi, rudowłosi, osoby z bardzo jasną skórą i niebieskimi oczami należą do grupy, która najbardziej powinna uważać na słońce, stosować największe filtry, a jeśli to możliwe – po prostu unikać słońca. Ludzie o jasnej karnacji, o brązowych, szarych lub niebieskich oczach, blondyni lub szatyni, reprezentują drugi fototyp. Powinni z umiarkowaniem korzystać z kąpieli słonecznych. Często ich skóra po opalaniu staje się czerwona, a nie brązowa. Trzeci fototyp to osoby z jasnobrązową skórą, szatyni lub bruneci z brązowymi oczami. Po dłuższym pobycie na słońcu także narażeni są na oparzenia. Czwarty fototyp jest typowy dla mieszkańców krajów śródziemnomorskich: karnację skóry maja jasnobrązową, oczy i włosy ciemne. Oparzenia słoneczne właściwie im nie grożą, nie znaczy to jednak, że wolni są od innych kłopotów, związanych ze słońcem: przedwcześnie starzejącą się skórą i chorób dermatologicznych. Fototyp piąty jest charakterystyczny dla Arabów, Indian i osób mieszkających w strefie podzwrotnikowej, wreszcie szósty to Murzyni. W Polsce najczęściej spotykamy cztery pierwsze typy skóry. Ich przedstawiciele powinni chronić się przed słońcem i używać kremów z filtrami.

Dobry krem powinien chronić przed oboma rodzajami promieniowania – UVA i UVB. Nanosimy go 15-20 minut przed wyjściem na słońce, a nie – jak to się często zdarza – już na plaży. Nie wszyscy wiedzą, że przed oparzeniem nie chroni stałe przebywanie w morzu, jeziorze, czy basenie, bo promienie UV przenikają przez wodę. Po każdych dwóch godzinach plażowania posmarujmy się ponownie, bo po tym czasie substancje używane do ochrony rozpadają się, zaś warstwa ochronna traci połowę ze swych właściwości. Smarując się, używajmy dużo specyfiku, nie żałujmy go. Jeśli skóra jest słabo posmarowana, obecne w kremach filtry UV, które wniknęły do naskórka, mogą bardziej szkodzić, niż pomagać – ostrzegają kalifornijscy uczeni, którzy przeprowadzili serię badań na ten temat.

Warto też pamiętać: nawet kosmetyki z najwyższym filtrem ochronnym nie blokują ultrafioletu całkowicie. Ci, którzy nie chcą z urlopu wracać zupełnie bladzi, często używają środków z mniejszymi filtrami, popełniając błąd. Używając kosmetyków z najwyższym stopniem ochrony (czyli najwyższym tzw. faktorem) opalimy się także – tyle, że wolniej i bezpieczniej – dowodzą dermatolodzy. Przypominają też, by między 11.00 a 15.00, czyli w porze słonecznego „szczytu”, lepiej jest oddawać się błogiemu lenistwu pod parasolem lub w cieniu drzew.



W Newsletterze:

Twoje zdrowie – Opalaj się bezpiecznie
Ci szaleni naukowcy – przedłużacz bez kabli

Prawda czy fałsz – pytania

1. Za dwadzieścia dolarów miesięcznie w USA można wykupić usługę, lokalizującą buty

2. Najdrożej sprzedana domena w historii internetu kosztowała 9,5 mln dolarów

3. Koty chodzą własnymi ścieżkami – nie da się określić, dokąd


Ci szaleni naukowcy – przedłużacz bez kabli

Bezprzewodowo można przekazywać informacje – to już nie nowość. W ten sposób z siecią łączą się telefony komórkowe, tak działa radio i telewizja, czy choćby pilot do garażu. Zawsze jednak odbiornik musi być wyposażony we własne źródło energii. Kilka lat temu pewien fizyk, prof. Marin Soljacic, został obudzony przez sygnał rozładowującego się telefonu komórkowego. „To urządzenie powinno samo zadbać o to, by się naładować” – pomyślał wzburzony. Dziś zespół pod jego kierunkiem kończy pracę nad technologią o nazwie WiTricity, która opiera się na zasadzie rezonansu. Uczeni podają przykład: w pokoju znajduje się sto kieliszków, każdy wypełniony jest do nieco innego poziomu winem, więc ma inną częstotliwość rezonansową. Jeśli śpiewaczka o naprawdę mocnym głosie wyda długi dźwięk, odpowiadający częstotliwości któregoś z kieliszków, naczynie to może się nawet rozpaść pod wpływem nagromadzonej energii. Podobnie ma działać „bezprzewodowy przedłużacz”: energia nie rozprasza się bezużytecznie, bo dociera tylko do odbiornika o odpowiedniej częstotliwości. Jest też bezpieczna, bo oddziaływanie z innymi przedmiotami w pomieszczeniu jest znikome. Wyobraźmy sobie laptopy, przenośne odtwarzacze muzyki lub telefony komórkowe, których nie trzeba podłączać do gniazdka, by je podładować… może już niedługo.


Prawda czy fałsz – odpowiedzi

1. Prawda. Można nabyć buty, które mają wbudowany moduł GPS. Jak twierdzi ich producent, chodzi o to, by rodzice zawsze, kiedy zechcą, mogli dowiedzieć się, gdzie są ich dzieci. Usługa lokalizacji kosztuje 20 dolarów miesięcznie.

2. Fałsz. Za 9,5 mln dolarów sprzedano niedawno pewną domenę erotyczną, ale inna, z tej samej branży, w 2005 roku osiągnęła cenę 12 mln dolarów.

3. Fałsz. Pewien niemiecki wynalazca zamontował kamerę na grzbiecie swojego kota. Urządzenie waży 70 gramów i nie przeszkadza zwierzęciu. Trafiła właśnie na rynek amerykański w cenie 30 dolarów. Przy okazji okazało się, że pupil wynalazcy większość czasu spędza badając zarośla i wpatrując się w karmniki dla ptaków. Czasem zaleca się do kotki sąsiadów i spotyka się z kolegami pod samochodami na parkingu.


Twój Punkt Widzenia Newsletter
Interaktywny Instytut Badań Rynkowych Sp. z o.o.
ul. Wołoska 7, 02-675 Warszawa
tel. (prefix) (22) 87 44 113


Masz problem z poprawnym wyświetleniem newslettera? Kliknij tutaj, aby otworzyć go w Twojej przeglądarce.

Powyższa wiadomość została wysłana przez system prenumeraty elektronicznej serwisu www.opinie.pl.
Jeśli nie chcesz otrzymywać naszego newslettera, kliknij na ten link, aby automatycznie wypisać się z naszej bazy danych: WYPISANIE