 |
Drodzy Paneliści!
To już kolejny numer dwutygodnika dla uczestników badania „Twój Punkt Widzenia”. W dzisiejszym wydaniu nie zabraknie stałych pozycji: zabawy „Prawda czy fałsz” oraz nowinek ze świata nauki z cyklu „Ci szaleni naukowcy”. Zastanowimy się też nad tym, jakie jest najdłuższe słowo świata. A na deser przygotowaliśmy kilka słów o tym, co pewnie większość z Was ma właśnie na sobie – o dżinsach. Czy wiecie, że zostały wymyślone ponad 140 lat temu?
Najdłuższe słowa świata
Ci, którzy próbowali wymówić kiedyś słowo „konstantynopolitańczykowianeczka” wiedzą, że trudno jest dokonać tego i nie połamać sobie przy tym języka. Udowodnimy Wam, że nie jest to jeszcze najdłuższy wyraz świata. Nie jest nim nawet (wyobraźmy sobie taki budynek) „dwustudziewięćdziesięciodziewięcioipółpiętrowiec”. A zatem jakie jest najdłuższe słowo na świecie? W polskich leksykonach dla krzyżówkowiczów najdłuższy wyraz, to 23-literowa „pięćdziesięciogroszówka”. Ale zapewne wynika to z faktu, że dłuższe słowo mogłyby nie zmieścić się w diagramach. Teoretycznie, język polski daje możliwość tworzenia dowolnie długich wyrazów: weźmy choćby prababkę prababki, lub jej prababkę, czyli „praprapra…prababkę”. Uwierzcie, że takie sposoby na sztuczne przedłużenie wyrazu można mnożyć. Prawdziwymi mistrzami w stosowaniu rozbudowanych słów są jednak Niemcy. Specyfiką języka niemieckiego jest łączenie kilku wyrazów w jeden. Przykładem tego może być 62-literowy wyraz „Damenfussballweltmeisterschaftsqualifikationsspieluebertragung”, czyli „transmisja z meczu kwalifikacyjnego mistrzostw świata w piłce nożnej kobiet”. Innym, jakże inspirującym, złożeniem tego typu jest przytaczany przez Juliana Tuwima „Hottentottenstottertrottelmutterbeutelrattenlattengitterkofferattentäter” – czyli „zabójca hotentockiej matki głupka i jąkały umieszczony w kufrze z plecionki, przeznaczonej do przechowywania schwytanych kangurów”. W monografii „Pegaz dęba” Tuwim przytacza historyjkę o Hotentotach (Hottentotten), którzy zatrzymali mordercę (Attentäter), oskarżonego o zabójstwo matki (Mutter) miejscowego głupka i jąkały (Stottertrottel). Zabójca zostaje umieszczony w klatce na kangury (Beutelrattenlattengitterkoffer), ale udaje mu się uciec. Rozpoczynają się poszukiwania. Pewien wojownik przybiega do wodza i informuje go, że złapał owego zabójcę (Hottentottenstottertrottelmutterattentäter), wódz zaś przez chwilę nie rozumie, o którego zabójcę chodzi, aż w końcu po kolejnych wyjaśnieniach pojmuje: „Trzeba było od razu mówić, że złapałeś Hottentottenstottertrottelmutterbeutelrattenlattengitterkofferattentäter”. Jednak iście rekordowy jest wpisany do Księgi Rekordów Guinessa wyraz „Nordöstersiökustartilleriflygspaningssimulatoranlägeningsmaterie- lunderhallsupptoljningssystemdiskussioninläggförberedelsearbeten”, oznaczający w języku szwedzkim „prace przygotowawcze do udziału w dyskusji nad systemem utrzymania wsparcia materialnego symulatora nadzoru z powietrza dla północno-wschodniej części artylerii nadbrzeżnej Bałtyku”. To oczywiste, że mało kto jest w stanie używać tego 128-literowego wyrazu w praktyce. Księga Rekordów Guinessa zawiera jeszcze kilka podobnych wyrazów w kategorii nazw geograficznych. Najdłuższą nazwą miejscowości w Wielkiej Brytanii jest maleńkie miasteczko Llanfairpwllgwyngyllgogerychwyrndrobwllllantysiliogogogoch, które w dosłownym tłumaczeniu z walijskiego oznacza „Kościół Świętej Marii w dziupli białej leszczyny przy wartkim wirze wodnym oraz Kościół Świętego Tysilio przy czerwonej jaskini”. Mieszkańcy, rzecz jasna, skracają tę nazwę do wygodniejszej formy „Llanfair”. Obrońcami pełnej nazwy można ogłosić np. pracowników kolei, którzy czasem upierają się, że nie rozumieją tego skrótu, gdy ktoś używa go kupując bilet. Do opisywanego miasteczka turyści zaglądają chętnie, choć właściwie tylko po to, by zrobić sobie zdjęcie pod niewiarygodnie długą tabliczką na dworcu kolejowym lub wysłać kartkę pocztową ze stemplem z pełną nazwą miejscowości. Lecz i tak, biorąc pod uwagę rekordowo długie nazwy geograficzne, prym wiedzie 92-literowy wyraz Tetaumatawhakatangihangakoauaotamateaurehaeaturipukapihimaunga- horonukupokaiwhenuaakitanarahu, pochodzący zjęzyka Maorysów, będący nazwą wzgórza w Nowej Zelandii.
Już sto czterdzieści lat w dżinsach
Są dobre na wypad za miasto i na niezobowiązujące spotkanie. Do knajpy i niekiedy do pracy. Wygodne, noszą się znakomicie, są trwałe i… wielu z nas na tyle przyzwyczaiło się do nich, że na co dzień nie wyobrażają sobie chodzenia w spodniach z innego materiału - mowa oczywiście o dżinsach. Do tego wszystkiego można dodać jeszcze jedno: lata mijają, moda zmienia się jak w kalejdoskopie, a niebieskie spodnie wciąż są popularne. Mimo, że mają ponad 140 lat! Historia dżinsu ma swoje początki na Dzikim Zachodzie, a konkretnie w 1864 roku. Wtedy to właśnie Oskar Levi-Strauss sprowadził do San Francisco duże zapasy brezentu na namioty. Szkopuł w tym, że brezent wcale nie był potrzebny poszukiwaczom złota. Borykali się oni bowiem z poważniejszym problemem - brakiem odpowiedniej odzieży roboczej. W trudnych warunkach łatwo było stracić zwykłe spodnie, na przykład rozerwać kieszenie z noszonymi w nich narzędziami. Tę niedogodność rozwiązał właśnie dżins. Levi-Strauss uszył z płótna trwałe spodnie, które okazały się strzałem w dziesiątkę. Pierwsze dżinsy miały kolor brązowy. Spodnie w kolorze niebieskim pojawiły się później. Do farbowania materiału służył sprowadzany z Indii barwnik indygo pozyskany z liści indygowca, mający tę zaletę, a jednocześnie wadę, że osadza się tylko na powierzchni nici, więc szybko pojawiają się na dżinsach charakterystyczne przetarcia. O sztucznie otrzymywanym barwniku, jakiego dziś używa się powszechnie, wtedy jeszcze nie myślano. Wówczas, ważną zmianą było wzmocnienie kieszeni nitami. Szew stał się podwójny i wykonywany był charakterystyczną pomarańczową nicią. Później jeszcze dodano szlufki, a guziki w rozporku zastąpił wkrótce suwak. Ciekawe jest to, że zasadniczy krój spodni nie zmienił się do dziś. Na początku nosili je głównie kalifornijscy poszukiwacze złota, farmerzy i hodowcy bydła. Pierwsze spodnie musiały więc być przede wszystkim wytrzymałe. Trwałość i wytrwałość dżinsów zyskały później uznanie Europejczyków. Po II wojnie światowej pewien właściciel zakładu produkującego odzież roboczą zauważył dżinsy u amerykańskich żołnierzy, odkupił od jednego z nich i stworzył wierną ich kopię. Pierwszy europejski model amerykańskich dżinsów powstał dokładnie w 1948 roku. Charakterystyczne niebieskie spodnie zaczęły się rozprzestrzeniać na naszym kontynencie. Od tego momentu cieszyły się coraz większym powodzeniem. Zapewne swoją popularność zawdzięczały później takim idolom popkultury, jak James Dean ("Buntownik bez powodu"), czy Jimi Hendrix. Jednak w świecie projektantów mody, dżinsów długo nie uznawano. Były postrzegane jako zbyt „młodzieżowe”. Kojarzone raczej z modą buntowników i hippisów, wydawały się nieodpowiednie dla osób, które korzystają z usług projektantów. Dopiero w latach siedemdziesiątych dżinsy trafiły do żurnali. Zaczęły powstawać pierwsze w pełni dżinsowe kolekcje. Dziś dżins trochę się zmienił. Jest obecny nie tylko w niebieskiej barwie, chętnie nosi się także coraz to bardziej ekstrawaganckie modele: powycierane, fantazyjnie porozrywane, z dodatkowymi przeszyciami, naszywkami, napisami lub wzorami. Jednak w swojej ponadczasowej formie, dżinsy pozostają tak samo uniwersalne, kultowe i uwielbiane przez pokolenia.
|
 |
 |
W Newsletterze:
Prawda czy fałsz
1. Około 13 proc. Brytyjczyków zgodziło się w internetowym sondażu zamienić swoją dziewczynę na jakiś ciekawy gadżet, np. odtwarzacz mp3. 2. Najwięcej witryn zawierających złośliwe kody znajduje się na serwerach w Rosji. 3. W Korei Płd. liczba nagrań sprzedanych przez internet przekroczyła już liczbę tych, które sprzedano na tradycyjnych nośnikach.
Ci szaleni naukowcy – lodowisko na pustyni
Amerykańscy wojskowi zwrócili się do naukowców o pomoc w opracowaniu sztucznej gołoledzi. Po co? Uznali bowiem, że śliskie podłoże może być znakomitą bronią, zwłaszcza tam, gdzie na co dzień jest ciepło i sucho – choćby na pustyni. Wyobraźmy sobie scenę jak z kreskówek. Rozpędzona armia wroga wpada na połacie sztucznej gołoledzi i po chwili „wpada w poślizg”. Sprytni Amerykanie specjalnym sprayem zabezpieczają koła własnych pojazdów oraz podeszwy butów i ściągają z pułapki ślizgających się wrogów. Amerykańscy wojskowi postawili jeszcze jeden warunek: po zakończonej akcji potrzebna będzie metoda szybkiego i skutecznego usuwania śliskiej polimerowej masy z podłoża.
Prawda czy fałsz – odpowiedzi
1. Prawda (choć smutna). Im młodsi okazywali się ankietowani, tym chętniej przystawali na zamianę życiowego partnera na gadżet. 2. Fałsz. Według szacunków firmy Sophos najwięcej złośliwego kodu znajduje się na serwerach w USA i w Chinach. Dalsze miejsca zajmują: Rosja, Holandia, Ukraina, Francja, Tajwan, Niemcy, Hong Kong i Korea. W ocenie specjalistów, z Polski pochodzi 4,55 proc. niechcianej poczty na świecie. 3. Prawda. Tę informację przedstawiła IFPI (Międzynarodowa Federacja Przemysłu Muzycznego). Z innych danych tej organizacji wynika, że na całym świecie łączny zysk ze sprzedaży muzyki w formie plików do pobrania na komputery i telefony komórkowe wyniósł 2 mld dolarów.
|
 |